2 listopada 2020

Krem z pomidorów i papryki

krem z pomidorów
 

Mam świadomość, że sezon już się zamyka, aby dać przestrzeń na wegetację roślin, ale nie chcę czekać do przyszłego roku z publikacją przepisu na tę zupę, kremową, słodko-kwaśną i będącą dla mnie kwintesencją wrześniowo-październikowej kuchni. Poza sezonem do jej przygotowania można użyć pomidorów w zalewie lub passaty, papryka jeszcze jest dostępna, po sezonie zaś polecam mrożoną.

 

krem z pomidorów i papryki

krem z pomidorów i papryki


Krem z pomidorów i papryki

6 porcji
  • 1,5 kg dojrzałych pomidorów (lub pomidorów z zalewy)
  • 400g passaty pomidorowej
  • 4 duże, czerwone papryki
  • 4 fileciki anchovies
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta płatków chilli
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 2 łyżki masła
  • 200 ml śmietany 30%
  • sól,  czarny pieprz


Pomidory sparzamy wrzątkiem i obieramy ze skórki. Paprykę czyścimy z gniazd nasiennych i układamy na blasze skórą do góry. Pieczemy w piekarniku w temp. 230st.C pod grillem aż skorka nie zrobi się czarna. Przekładamy do miski i szczelnie nakrywamy, odstawiamy na 15 minut. 

Po 15 minutach obieramy paprykę ze skórki i kroimy na drobne kawałki. 

Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy posiekaną cebulę, czosnek, dodajemy filety anchovies. Smażymy na średnim ogniu 10 minut czas mieszając, aż cebula będzie szklista i miękka, absolutnie nie przyrumieniona, a filety całkowicie się rozpuszczą. Wrzucamy upieczoną paprykę oraz przyprawy (płatki chilli i paprykę wędzoną) i smażymy 5 minut. Dorzucamy pomidory, zalewamy passatą, solimy i dusimy 20 minut. 

Po tym czasie blendujemy całość na gładki krem, wlewamy śmietanę. 

Podajemy:

- z pesto bazyliowym, 

- lub ze startą mozarellą wsypaną na dno miseczki i zalaną gorącą zupą

- z grzankami

---

Jeśli spodobał Ci się ten przepis daj znać w komentarzu :)

Możesz oznaczyć tez zdjęcie potrawy z tego przepisu na Instagramie tagując profil: @foodnotes_studio, a ja chętnie udostępnię efekty Waszego gotowania :)


7 maja 2018

Zupa szczawiowa





Targowisko, na które zazwyczaj chodzę, zostało wyremontowane kilka miesięcy temu. Teraz, kiedy handlarze mogę dumnie wykładać wiosenne warzywa w skrzynki piętrzące się przed ich straganami, wypad na targ jest dla mnie większą atrakcją, niż snucie się po zatłoczonym markecie. Wolę ten nieskoordynowany tłok, te stałe punkty programu czyli ulubiony stragan pani A, oraz alternatywny, dobrze zaopatrzony pani B. Lubię podsłuchać rozmów i plotek o nieznajomych, kiedy stoimy w kolejce i wcale nam się tak bardzo nie spieszy. Lubię ten rewir gdzie wystawiają się spontaniczni handlarze, sprzedający kwiaty i owoce z własnych ogródków. Tam zawsze coś mnie zaskoczy: bukiet pierzastego bzu w kolorze jakiego jeszcze nie spotkałam, gałązka kaliny czy bukieciki konwalii. Potem wyjmuję z płóciennych toreb swoje skarby na stół w kuchni, pośród nich są: dwa pęczki szczawiu na zupę, koperek do ziemniaków, pietruszka i jabłka na sok, rabarbar na kompot albo do ciasta. Nie dużo, maksymalnie na dwa dni. Za dwa dni znowu kupię jakiś pęczek liści i podsłucham rozmów w kolejce.






Zupa szczawiowa

składniki na 4 porcje

  • 300 g szczawiu (ok. 1,5 pęczka)
  • 2 łyżki masła
  • 1l wywaru z warzyw
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 średnia pietruszka
  • ćwiartka średniej wielkości selera
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • sól 
  • pieprz 
  • 100 ml słodkiej śmietany
  • 2 jajka ugotowane na twardo



Szczaw płukam w misce z zimną wodą, suszę i kroję w paseczki. Młody szczaw kroję w całości razem z łodyżkami.
Ziemniaku obieram, kroję w kostkę, zalewam wodą i stawiam na średnim ogniu.
W dużym rondlu rozpuszczam masło, wrzucam posiekaną cebulę i czosnek, podsmażam na średnim ogniu, aby się zeszkliły. Wrzucam pokrojone w kostkę pietruszkę i seler. Podsmażam mieszając przez 5 minut. Dodaję pokrojone listki szczawiu, mieszam i podsmażam chwilę. Zalewam wywarem i gotuję, aż warzywa korzeniowe będą miękkie. Dodaję ugotowane ziemniaki. Blenduję na gładki krem. Podaję z jajkiem na twardo i odrobiną słodkiej śmietany.




22 stycznia 2016

Zimowa zupa jarzynowa



Ta zupa to jedno z kilku odkryć, których dokonałam czytając swego czasu bardzo niepozorną książkę Mireille Guiliano "Francuzki nie tyją". Kilka lat temu kiedy ją kupiłam byłam przekonana, że, jak to w książkach o dietach, nic smacznego tam nie znajdę. Trochę się myliłam.
Jest to w zasadzie książka opisująca filozofię i podejście do jedzenia wg tytułowych francuzek, raczej nie jest to fitnesowa pigułka w stylu aktualnych gwiazd siłowni. Tak czy inaczej książkę o Francuzkach czyta się bardzo przyjemnie, mogłabym powiedzieć, nieśpiesznie, a przepisy które podaje w niej autorka są bardzo proste. Zainspirowała mnie ona do kilku dań, które na stałe weszły do mojego repertuaru takich jak tagliatelle z cytryną i masłem, ananas pieczony z kozim serem czy jarzynowa zupę "de Maman", czyli od Mamy. To co jest na pewno wspólnym mianownikiem tych dań to to, że są bardzo proste, ale też bardzo umiejętnie skomponowane (to zresztą domena francuzów, pisze o tym także David Lebovitz w książce "Moja kuchnia w Paryżu", którą dostałam pod choinkę i którą aktualnie czytam).
Od tego czasu zdarzyło mi się trafić jeszcze na parę pozycji ocierających się o temat "fit" (przymierzam się teraz do "Superfoods" Jamiego Oliviera), ale żadna nie przypadła mi o gustu tak bardzo jak książka Mireille Guiliano, może dlatego, że nie podaje ona gotowca na to jak w ciągu doby zmienić schematy żywieniowe, w których się żyło przez lata. A przecież w złych nawykach żywieniowych tak naprawdę nie o jedzenie chodzi..

Soupe aux legumes de Maman jest wg autorki zupą ponadsezonową, w zimie trzeba ją jeść na gorąco, w lecie można potraktować ją jak chłodnik. Dla mnie to zupa zimowa, gęsta, przecierana i bardzo sycąca mimo niewielkiej ilości tłuszczu. A żeby było fitnesowo dobrze do niej zjeść jakieś białko ;-) 

 

 

Zimowa zupa jarzynowa

składniki na 8 porcji

  • 2 ziemniaki
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 pory
  • 1 mała główka kapusty
  • 1 seler
  • 1 rzepa / rzodkiew
  • 2 puszki pomidorów
  • 4 marchewki
  • 50g masła
  • 2 liście laurowe
  • 2 gałązki natki pietruszki
  • 2 gałązki świeżego tymianku
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
opcjonalnie do podania: kwaśna śmietana / creme fraiche / jogurt 
zupę można także podać z plastrem usmażonego chrupiącego bekonu lub pokrojoną cienko i podsmażoną ulubioną kiełbasą

Ziemniaki pokroić na kawałki, cebulę obrać i pokroić w ćwiartki, włożyć do garnka i zalać wodą tak aby przykryła warzywa, dodać czosnek, sól i pieprz i gotować do miękkości. 
Pozostałe warzywa pokroić na nieduże kawałki (2cm). W dużym garnku rozpuścić masło, wrzucić pokrojone warzywa i dusić przez 5-7 minut aż puszczą soki, często mieszając. Wlać ziemniaki z cebulą i czosnkiem razem z wodą, w której się gotowały zalać całość wodą tak aby przykryła wszystkie warzywa. Wrzucić pietruszkę, tymianek i liście laurowe. Gotować, aż warzywa będą miękkie. 
Wyjąć liście laurowe. Odlać trochę wody z gotowania (około szklanki) i zachować. Warzywa z pozostałą wodą zmiksować, jeśli będzie potrzeba rozrzedzić zupę zachowaną wodą do pożądanej konsystencji. Doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Podawać ciepłą z łyżką śmietany lub jogurtu. 



19 stycznia 2016

Krem z zielonego groszku



Jedni twierdzą, że Blue Monday już za nami, inni że to dopiero w przyszłym tygodniu, prawda jest taka, że aura za oknem nie sprzyja napadom euforii i energetycznemu nastawieniu do świata. Cliff Arnall, który opracował algorytm obliczania tego najbardziej depresyjnego dnia w roku uwzględnił w swoich kalkulacjach czynniki meteorologiczne, psychologiczne i ekonomiczne, ja do tego dopisałabym kulinaria, wszak ten czas w roku jest najbardziej szaroburym jeśli chodzi o kolorystykę sezonowych i lokalnych warzyw i owoców. Z sezonowych warzyw w kolorze zielonym w zasadzie to został już tylko jarmuż, por i brukselka.

Do zup najbardziej przekonuję się zimą. Nie ma nic lepszego niż garnek gęstej, pożywnej zupy, którą można zjeść zarówno jako obiadowe danie, albo, po nalaniu do kubka, potraktować jako szybki lunch, gdy nadmiar pracy nie pozwala ruszyć się od komputera.
W wersji letniej najlepszy jest z miętą, w wersji zimowej, robiony z mrożonego groszku rozgrzewa dzięki przyprawom. Zielona zupa może być świetnym antidotum na zimowego doła - zielony to w końcu kolor nadziei!

Zimowy krem z zielonego groszku

Składniki na 4-5 porcji

  • 1 szalotka
  • 1/2 białej część pora
  • 1 duża łodyga selera naciowego
  • 1/2 batata
  • 1 cm kawałek imbiru 
  • 2 łyżki oliwy
po dużej szczypcie:
  • mielonej kolendry
  • kuminu
  • kardamonu
  • cynamonu 
  • gałki muszkatołowej
  • mała szczypta chilli (pieprzu kajeńskiego)
  • 1 paczka mrożonego groszku (450g)
  • 1 l bulionu warzywnego
  • sól i pieprz
Uwaga: jeśli nie macie tych wszystkich przypraw pod ręką można użyć niecałej łyżeczki przyprawy curry

Szalotkę i pora drobno siekam, seler kroję na niewielkie kawałki, batat w niedużą kostkę.
Rozgrzewam w rondlu oliwę i podsmażam na niej najpierw szalotkę i por, wrzucam przyprawy i imbir i mieszam na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli, a por zmięknie, uważając aby się nie przypaliły.
Wrzucam seler oraz batata, podsmażam kilka minut a następnie wsypuję groszek, mieszam i duszę kilka minut, aż smaki się połączą. Wlewam bulion i gotuję na średnim ogniu 20 minut, aż wszystkie warzywa oraz groszek będą miękkie. Miksuję na gładki krem (ja dodatkowo przecieram krem z groszku przez sito, by pozbyć się delikatnych łusek z groszku, których nie lubi moje dziecko, ale nie jest to konieczne). Podaję saute lub z dodatkiem łyżeczki mascarpone lub słodkiej śmietanki. Różowy pieprz pięknie się komponuje z zielonym groszkiem, więc jeśli macie to nie wahajcie się go użyć.

4 kwietnia 2014

Powrót z pęczkiem szparagów



Wracam na wiosnę.

Od kilku lat każda potrawa jaką smakuję, bądź którą przyrządzam, natrętnie przypomina mi o tym blogu, wzbudzając żal, że jej nie zapamiętam dla siebie, na później, albo dla moich dzieci.

Zimą, z tęsknoty za zielenią zdjęłam z półki książkę J.Oliviera ("W domu. Przez gotowanie do lepszego życia") i w wolnej chwili czytałam po raz któryś już te same wyświechtane strony, o uprawie szparagów, o rabarbarze i zaczęłam zaznaczać kartkami strony z przepisami, które na pewno zrobię (nawet te proste), jak tylko zazielenią się stragany, na kolory blado-wiosenne. Potem sięgnęłam po następne książki, w ruch poszły Kukbuki, zakładki w przeglądarce zaczęły mnie przytłaczać swoją ilością.

Punktem kulminacyjnym była wspaniała rozmowa z pewną Polką, mieszkającą całe życie we Włoszech, na temat dwóch włoskich ragu. Postanowiłam, że zrobię ragu Napoletana wg jej receptury.
I znowu myśl, że szkoda byłoby tego nie "zapamiętać".

Zaczynam więc od pęczka szparagów i kilku blado-zielono-białych warzyw.

Zupa-krem ze szparagów*

Przepis na 4 porcje:

  • 500g szparagów
  • oliwa
  • 1 biała cebula, posiekana
  • 1 łodyga selera naciowego, posiekana
  • 1 por, bez zielonych liści, posiekany
  • 1 litr bulionu z warzyw (bądź drobiowego)
  • sól morska i świeżo mielony czarny pieprz
  • 4-5 jaj ekologicznych
  • kilka kromek ciabatty, upieczonych w piekarniku na grzanki
  • 2-3 łyżki masła
  • oliwa extra virgin
  • opcjonalnie: ocet

Szparagi umyć, usunąć zdrewniałe końcówki. Następnie odciąć i odłożyć czubki szparagów. Pędy pokroić na kawałki.
W dużym rondlu rozgrzać oliwę i wrzucić cebulę, sele i por i podsmażać przez 8-10 minut mieszając (w razie konieczności zmniejszyć ogień tak aby warzywa były miękkie ale nie mogą się zrumienić i nabrać zbyt intensywnego smaku). Wrzucić pokrojone szparagi, wlać bulion, przykryć i gotować na małym ogniu przez 20 minut. Zdjąć z ognia i zmiksować blenderem na aksamitny krem. Bardzo uważnie przyprawić zupę niewielką ilością soli oraz świeżo mielonego czarnego pieprzu. Postawić spowrotem na wolnym ogniu, wrzucić zachowane czubki szparagów i gotować aż będą miękkie.

W międzyczasie zagotować wodę w szerokim i w miarę wysokim garnku. Wlać kilka łyżek octu - ja na 2,5 litra wody wlałam niecałe 2 łyżki. Robię jajka poszetowe po kolei, bo jest mi łatwiej i jajka nie zlepiają mi się ze sobą. Zakręcam wodę w wirek i wlewam wcześniej wbite do miseczki jajko w sam środek wiru. Woda powinna być "ledwo" wrząca, nie może mocno wrzeć. W przypadku przygotowania większej ilości jajek nie powinno się robić wirka tylko wrzucać je w odstępach na stojącą wodę. Po 2-3 minutach jajko jest gotowe, można je odsączyć, ale ja wrzuciłam je wg przepisu do miseczki i pozwoliłam aby kilka wiórków masła rozpuściło się na nim.
Wlewać zupę do miseczek, do każdej miseczki włożyć grzankę, na niej położyć jajko, naciąć je aby żółtko wypłynęło, przyprawić je delikatnie solą i pieprzem a całość skropić oliwą extra virgin.

* na podstawie przepisu z książki "Jamie Olivier w domu - przez gotowanie do lepszego życia", Wydawnictwo Muza, Warszawa 2009, s.22