5 listopada 2015

Dyniowe gnocchi z palonym masłem i szałwią



Uwielbiam to proste danie. Delikatne, żółtawe od dodatku dyni kluseczki, aromat palonego masła i chrupiące listki szałwii. Solo albo jako dodatek do gęsi, która późną jesienią pojawia się na stołach. Jest to jedzenie pełne dymnego, orzechowego smaku, z odrobiną słodyczy. Kojarzy mi się z listopadowym popołudniem kiedy nad polami unoszą się smugi dymu z palonych liści, rozsnute w powietrzu niczym strzępy waty.
Masła potrzeba naprawdę niewiele - jego wyrazisty smak ma tylko podkreślić smak gnocchi, nie dominując ich.

 

Dyniowe gnocchi z palonym masłem i szałwią


Składniki:
  • 400g ziemniaków (najlepsze będą mączyste typu C)
  • 1 jajko
  • 1 szklanka puree z dyni 
  • 1- 1 1/2 szklanki mąki
  • duża szczypta świeżo mielonej gałki muszkatołowej
  • sól (ok. 1/2 łyżeczki)
  • świeżo mielony pieprz
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • 5 łyżek masła
  • świeże listki szałwi
  • zestrugany parmezan do podania

Ziemniaki trzeba ugotować w mundurkach, odcedzić i odparować. Jeszcze gorące obrać, wspomagając się widelcem albo silikonową łapką i od razu przepuścić przez praskę. Całkowicie wystudzić.
Puree z dyni włożyć do rondelka i postawić na średnim ogniu, odparować 20-30 minut, aż stanie się gęstsze. Przestudzić.
Nastawić duży garnek z osoloną wodą do gotowania gnocchi.
Ziemniaki, puree z dyni, jajko, gałkę muszkatołową, parmezan oraz sól i pieprz wymieszać szybko w misce. Wsypywać mąkę po trochu i krótko zagniatając wyrobić miękkie ciasto - ważne aby zrobić to naprawdę szybko. W zależności od rodzaju ziemniaków oraz gęstości puree dyniowego ciasto może wymagać odrobinę więcej mąki - konsystencja ciasta ma być dosyć luźna, ciasto miękkie ale nie może się kleić do rąk i musi być na tyle zwarte aby dało się je formować.
Z ciasta odrywać kawałki, umączonymi rękoma formować długie wałki grubości kciuka, następnie kroić je na małe kluseczki wielkości ok 1cm. W takiej formie można je już gotować, można nadać im też za pomocą widelca lub specjalnej deski do gnocchi typowy karbowany wzór. Najlepiej cała czynność formowania gnocchi wykonać na dużej desce - kluseczki są delikatne, łatwiej będzie je będzie zsunąć prosto z deski do wrzątku.
Gotować gnocchi partiami - wystarczy, że wrzucone na wrzątek wypłyną i pogotują się 1-2 minuty.
W międzyczasie w dużym rondlu rozpuścić masło zostawić na średnim ogniu. Kiedy na powierzchni pojawi się piana, ale masło nie będzie jeszcze brązowe wrzucić całe listki szałwii. Smażyć listki aż masło stanie się złocisto-brązowe, uważać aby się nie spaliło.
Gnocchi polać masłem i posypać smażonymi listkami szałwii oraz parmezanem.







31 października 2015

Dyniowa drożdżówka


Podobno jeśli ktoś chce sprzedać dom lub mieszkanie powinien upiec w nim szarlotkę tuż przed spotkaniem z potencjalnymi nabywcami. 
Od dziś wnioskuję, by do szarlotki dołączyć tą właśnie odrywaną drożdżówkę. Przepis jest niezbyt skomplikowany ale efekt... przerósł moje najśmielsze oczekiwania. 
Przepis znalazłam w mojej ulubionej książce, Kinfolk 'The Table'. Autorem przepisu jest małżeństwo mieszkające w Kopenhadze - nie dziwi więc podobieństwo tego wypieku do tradycyjnych, szwedzkich bułeczek cynamonowych Kanelbullar. Państwo Sailsbury stawiają w życiu przede wszystkim na relacje z rodziną i przyjaciółmi, ich dom jest zawsze otwarty, a ich nastawienie pełne ciepła i gościnności. Potrafię sobie wyobrazić ich dom, pachnący cynamonem i gałką muszkatołową, zupełnie tak jak ta drożdżówka.



Ciasto z tego przepisu jest idealne - elastyczne i miękkie. Na początku wyrabiania może wydawać się zbyt luźne - to się zmieni, więc postarajcie się powstrzymać od dodawania zbyt dużej ilości mąki. 
W przepisie zaznaczam ile cukru użyłam, ponieważ jak dla mnie wypiek w oryginalnym wydaniu jest odrobinę za słodki, podobnie jak do kanelbullar zmniejszyłam nieco ilość cukru. Z drugiej strony myślę, że to o tę słodycz chodzi, wszak dnie są coraz krótsze, nadchodzą jesienne smutki, a kawałek takiego słodkiego, pachnącego ciasta to typowe 'comfort food' - nie chodzi o to aby zjeść dużo, ale aby nasycić się esencjonalnym, wyrazistym smakiem.
Ulepszyłam nieco przepis zastępując orzechy pekan swojskimi orzechami laskowymi, jeszcze nie do końca wysuszonymi, które wrzuciłam na patelnię i dobrze wyprażyłam. I jeszcze masło - poszłam parę minut dalej i pozwoliłam aby moje masło przeznaczone do lukru zbrązowiało w garnuszku i uwolniło orzechowy aromat, który tak wspaniale się komponuje z dyniowymi potrawami. 



Dyniowa drożdżówka  

z cynamonem, orzechami laskowymi i lukrem z palonego masła i syropu klonowego

składniki na ciasto:
  • 4 łyżki masła (60g)
  • 1/2 szklanki mleka (120 ml)
  • 2 1/4 łyżeczki suszonych drożdży (7,5 g)
  • 1 1/4 szklanki cukru (250g) / ja użyłam 200g, następnym razem spróbuję użyć 180g
  • 3/4 szklanki puree z dyni (170g)
  • łyżeczka solo
  • 2 1/2 mąki chlebowej (425gram) / spokojnie można użyć mąki luksusowej lub dowolnej 650
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej  
W małym garnuszku rozpuścić 2 łyżki masła i zostawić jeszcze na srednim ogniu na 2-4 minuty, aż na dnie widać będzie brązowe strzępki ściętego białka, nie mieszać. Zdjąć z ognia, wlać mleko i kiedy mieszanina będzie miała ok. 40 st.C wrzucić drożdże i 50 gram cukru. Wymieszać i odstawić na 10 minut, aż mieszanina się zapieni.
Dodać puree z dyni, sól i jedną szklankę mąki. Dokładnie wymieszać i kiedy masa będzie jednolita stopniowo dosypywać resztę mąki i wyrabiać, od 6 do 8 minut, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne i tylko delikatnie lepkie. Przełożyć do wysmarowanej oliwą miski i przykryć szczelnie folią spożywczą, odstawić w ciepłe miejsce na 1 1/2 godziny, aż podwoi swoją objętość.
W międzyczasie wymieszać resztę cukru z cynamonem, gałką i pozostałymi 2 łyżkami masła.
Wyrośnięte ciasto wyjąć z miski i wyrobić jeszcze 2 minuty. Rozwałkować na prostokąt (30x23cm), rozsypać równomiernie cukrowo-cynamonową mieszankę i lekko docisną do ciasta.
Prostokąt pokroić na paski wzdłuż (4-6 pasków w zależności od wielkości foremki), położyć je delikatnie jeden na drugim a następnie powstały stos pokroić na kwadraty i ułożyć na sztorc w wysypanej mąką prostokątnej foremce. Przykryć ściereczką i odstawić na 30 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Piekarnik rozgrzać do 180 st. C. Ciasto piec 30-35 minut, aż będzie złoto-brązowe. Delikatnie przełożyć upieczoną drożdżówkę na kratkę i przestudzić - ja przestudziłam ją lekko i z powrotem włożyłam do foremki, żeby mi się nie rozleciała, ponieważ użyłam zbyt małej formy i ciasto bardzo wyrosło w górę.
Polać polewą, przepis poniżej:

Polewa z palonego masła i syropu klonowego

składniki na polewę:
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 2 1/2 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżka masła
  • 1-2 łyżki mleka
  • prażone na patelni orzechy laskowe (lub pekany)
Masło rozpuścić w rondelku i pozostawić bez mieszania na 2-3 minuty aż się zezłoci. Przelać do miski i przestudzić lekko. Dodać cukier puder, syrop klonowy i powoli dolewać mleko, aż polewa zrobi się gęsta ale jeszcze lejąca.
Polać drożdżówkę polewą i posypać prażonymi orzechami.

...............

Przydać się mogą:

- keksówka Tala
- kratka do studzenia Tala
- rękawica kuchenna Ferm Living



 

Przepis na tę drożdżówkę jest moim skromnym wkładem w blogowy Festiwal Dyni 2015


22 października 2015

Smoothie z dyni




Nawet nie wiem, kiedy słońce odeszło. Rano ulice polukrowane nocnym deszczem przypominają mi o dwóch zgubionych parasolach (w zasadzie jednym, drugi pożyczyłam). Przyszły chmury, jak watoliną zasnuły niebo, tak że dzień powoli zaczyna się zbierać tuż po obiedzie. Z aparatem na szyi i stertą naczyń szukam światła po domu, mamrotam na własny upór i ortodoksyjną od lat zasadę "fotografuję tylko w świetle dziennym".

Na śniadanie owsianka z wściekle pomarańczową persymoną, która wywabia wszechobecną szarość. Włączam piekarnik na 220 st. C, wkładam na blasze ćwiartki dyni, a potem dopijam kawę patrząc w pomarańczowe okienko pieca.




Dynia to pocieszający owoc. Jesienne kolory zatrzymuje na długo, na zimowe dni kiedy kolorowe liście już dawno zgniją pod białym kocem śniegu. Jeśli tylko ma zachowany ogonek przetrwa naprawdę długo.

Cieszę się, że mogłam wrócić do pisania tego bloga i m.in. wziąć udział w tegorocznym Festiwalu Dyni. To fajna okazja do wypróbowania nowych przepisów, zainspirowania się albo pokombinowania z własnymi pomysłami. Dynia jest u mnie na tapecie już kilka tygodni. Piekę ją, miksuję, gotuję, jem, rysuję, czytam o niej. Poluje na nią, choć nie jest to proste.

Jak przygotować dynię? Najprościej jest ją pokroić, oczyścić i upiec, a potem zmiksować na aksamitne dyniowe puree. W takiej formie można ja wykorzystać od razu bądź zamrozić, potem można jej użyć od dań mącznych, poprzez zupy-kremy, do rozmaitych wypieków. Albo zrobić pyszne smoothie z dyni.


 

Dyniowe smoothie z kokosową bitą śmietaną

Składniki na 2-3 smoothies:
  • 1 szklanka puree z dyni
  • pół szklanki soku z pomarańczy
  • banan
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki startego imbiru
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • wodnista część mleka kokosowego niewykorzystana do bitej śmietany 
  • opcjonalnie dowolne słodzidło do smaku: cukier/syrop/miód (dla mnie słodycz banana i pomarańczy była wystarczająca)
  • skórka z cytryny, starty cynamon do dekoracji
Kokosowa bita śmietana:
  • puszka dobrze schłodzonego mleka kokosowego
  • 2 łyżki cukru pudru
  • kilka kropli soku z cytryny
  • szczypta soli

Składniki na smoothie zmiksowałam w blenderze, dolewając wodnistą część mleka kokosowego potrzebnego do kokosowej bitej śmietany. W zależności od upodobania (i gęstości puree co jest czasem sprawą indywidualną) można trochę rozrzedzić smoothie dodając kilka łyżek więcej soku z pomarańczy bądź dowolnego mleka roślinnego. Gotowe, aksamitne smoothie można już przelać do szklanek, lub do stylowych słoiczków.

Do osobnej miski włożyłam składniki na kokosową bitą śmietanę wraz z gęstą warstwą mleka kokosowego z puszki. Ubiłam i gotową bitą śmietanę przełożyłam łyżeczką na wierzch smoothies.


Przydać się mogą:
- stylowa ceramiczna wyciskarka do cytrusów Mason Cash
- zester i tarka do cytrusów Tommorows Kitchen
- klasyczny słoik Weck
- blender Zelmer (używam z powodzeniem od lat)









21 października 2014

Risotto z dynią, bekonem i szałwią


W tym sezonie już 4 raz podchodzę do zrobienia zapasów z puree z dyni do zamrożenia i jak do tej pory nie zamroziłam nic. To warzywo jest tak banalne w obróbce, a jednocześnie tak uniwersalne, że nim nastanie czas późnego obiadu lub wczesnej kolacji dynia leży już na talerzu. Kupuję więc te piękne dynie a potem zamiast zrobić zapasy to je konsumujemy.

Tym razem trafiła do risotto. Chociaż najbardziej lubię risotto w wersji podstawowej i dla mnie dodatki mogłyby nie istnieć, to postanowiłam zrobić wersję nieco bardziej słoneczną.
Połówkę niedużej dyni ponacinałam, skropiłam oliwą i włożyłam do piekarnika (180st.C do miękkości). Usmażyłam na chrupko kilka plastrów bekonu, część pokroiłam na małe kawałki, resztę zostawiłam w formie pasków. 
Na niedużej patelni podgrzłam oliwę i usmażyłam kilka listków szałwii, na chrupko.
Bekon i szałwię odsączyłam na ręczniku papierowym.
Risotto przygotowałam tak jak zwykle: wyjęłam z zamrażarki 0.5l zamrożonego bulionu z eko kury (mrożę zawsze 2-3 porcje po pół litra oraz 12 porcji po 50ml w silikonowej formie na mufiiny), doprowadziłam do wrzenia w osobnym garnuszku, rozgrzałam duży płaski rondel, + oliwa, zeszkliłam na niej szalotkę uważając aby się nie przypaliła, wrzuciłam ryż arborio, chwilę go podgrzałam, zalałam kieliszkiem białego wina i kiedy ryż wchłonął trochę płynu dolewałam po chochelce bulionu, czekając aż każda kolejna porcja się wchłonie, ciągle mieszając, na średnim ogniu. 
Kiedy ryż był już gotowy (aldente, nie lubię przeciągniętego ryżu) wrzuciłam zimne masło i starty parmezan, chwilę zamieszałam, dodałam upieczoną, niedokładnie rozgniecioną dynię. Przyprawiłam świeżo mielonym czarnym pieprzem i podałam z bekonem, szałwią i wiórkami grana padano. Nie jest to danie dietetyczne, ale też nie da się go zjeść dużo.
Bardzo fajny kontrast: aksamitne risotto, słodkawe, miękkie jak masło kawałki nierozgniecionej dyni i chrupiący bekon oraz szałwia. 





10 października 2014

Jesień w ogrodzie



Rzadko zdarza się tak ciepła i słoneczna jesień aby pomidory były w stanie wisieć prawie do połowy października. Bo albo pozostawały wiecznie zielone i twarde albo zeschnięte gałązki nie wytrzymywały ciężaru owoców i łamały się wraz z nimi.
Ten rok pogodnie się starzeje, dobrze jest dłużej cieszyć się jego szlachetnym smakiem.

31 października 2008

Korzenne ciasto dyniowe z krówkowo-sernikowym lukrem



Oto kolejna moja próba oswojenia pomarańczowego, dyniowego stwora. Kolejna częściowo udana, częściowo nie.
Tym razem zabrałam się za przepis na bajecznie wyglądające ciacho ze strony epicurious. Przepis wydawał mi się dosyć skomplikowany, i fakt, prosty nie jest, ale to kolejna "gra warta świeczki" :)

Korzenne ciasto dyniowe przekładane krówkowo-sernikowym lukrem
•ciasto
3 filiżanki (cups) mąki
2 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu
½ łyżeczki mielonego imbiru
¼ łyżeczki mielonych goździków
¼ łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
¼ łyżeczki mielonego ziela angielskiego
¼ łyżeczki mielonego kardamonu
425 g niesłodzonego puree z dyni
1 ½ filiżanki (cup) cukru
1 ¼ filiżanki (cup) oleju
4 duże jajka
2 łyżeczki drobno startej skórki z pomarańczy
• lukier
3 ½ filiżanki (cups) cukru pudru (450 g)
½ filizanki (cup) + 1 łyżka śmietany kremówki
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
¼ łyżeczki soli
230 g kremowego twarożku w temperaturze pokojowej
1 filiżanka (cup) niesolonego masła w temperaturze pokojowej
• dekoracja
kandyzowana skórka pomarańczowa
Ciasto:
Rozgrzałam piekarnik do temperatury 180 st. Celsjusza.
Dwie tortownice (23cm średnicy) wysmarowałam masłem i oprószyłam mąką, wytrzepując jej nadmiar.
Wymieszałam mąkę, sodę, proszek i przyprawy w dużej misce. W drugiej misce ubiłam mikserem dynię, cukier i olej. Następnie dodawałam jajka po kolei, po jednym, dokładnie ubijając przed dodaniem następnego. Dodałam skókę pomarańczową i wymieszałam. Na koniec wsypałam do miski mieszaninę suchych składników i przypraw, wymieszałam drewnianą łyżką delikatnie tylko do połączenia się. Rozdzieliłam masę na dwie tortownice.
Piekłam blaty póki patyczek wbity w środek ciasta nie okazał się być suchy, trwać to powinno około 30-35 minut. Po wyjęciu zostawiłam w tortownicach na 10 minut, a potem wyjęłam placki z formy i całkowicie wystudziłam na kratkach.
Lukier:
Wysypałam połową filiżanki cukru pudru dno rondla o podwójnym dnie. Gotowałam na średnim ogniu póki cukier się nie rozpuścił (nie mieszałam!). Nastepnie gotowałam dalej, mieszając od czasu do czasu aż cukier nie zrobił się złocisty. Powoli dolewałam ½ filiżanki śmietany mieszając cały czas, dosypałam wanilię i sól – masa zaczęła mocno bulgotać. Mieszłam póki karmel nie zrobił się całkowicie gładki a wszystkie grudki roztopiły się. Dodałam pozostałą łyżkę śmietany, dokładnie wymieszałam a całość przelałam do małej miski. Wystudziłam karmel do temperatury pokojowej.
Ubiłam mikserem twarożek i masło w dużej misce dodając po trochu pozostałego cukru pudru, a następnie zmiksowałam ze schłodzonym karmelem. Przykryłam i schłodziłam lukier około 2 godzin aby stężał na tyle, by dało się go dobrze rozsmarować (ale aby też nie był za rzadki, lejący się).
Przy pomocy noża ścięłam nierówności z powierzchni obydwu placków. Umieściłam pierwszy placek na paterze odciętą powierzchnią do góry, posmarowałam lukrem, przykryłam drugim plackiem odciętą stroną do dołu, posmarowałam. Pokryłam lukrem dokładnie wierzch i boki tortu, starając się aby powierzchnia była jak najbardziej gładka. Przykryłam dużą miską i schłodziłam w lodówce. Posypałam wierzch kandyzowaną skórką pomarańczową.
Ciasto można zrobić dwa dni wcześniej. Przed serwowaniem trzeba tylko pozwolić aby tort postał w temperaturze pokojowej jakieś 2 godziny.
A teraz odpowiedź na pytanie co mi się udało? Udało mi się upiec blaty ciasta, wyszły przepyszne i aromatyczne. Udało mi się w ostatniej chwili zaradzić problemowi, kiedy to okazało się że nie mam 425g puree z dyni tylko 200g :/ Szybka decyzja - utarłam trzy marchewki i dorzuciłam do masy. Przepis to zniósł, nawet bardzo dobrze.
Niestety nie udała mi się najbardziej efektowna rzecz w tym przepisie - lukier. Nie mając doświadczenia w lukrach za szybko wmieszałam cukier puder nie pozwalając mu się dobrze rozpuścić (między palcami wyczuwalne były mikroziarenka cukru) i utworzyć pożądanej struktury. Byłam niemile zaskoczona kiedy po dwóch godzinach chłodzenia w lodówce lukier nadal był rzadki, w konsystencji śmietany.
W smaku bardzo dobry, przełożyłam nim blaty, posmarowałam całe ciasto, a przed podaniem dodatkowo polewałam każdą porcję moim wynalazkiem.
Zdjęcie tymczasowo takie jakie mam, ale osoby zainteresowane tym wypiekiem odsyłam na stronę epicurious - tam jest to w formie takiej jaka powinna być.
Ja zamierzam stawić czoła temu lukrowi, jak się poprawię to uzupełnię wpis o właściwe zdjęcie.
A że jestem z natury uparta, będę trenować do skutku, bo ciasto jest dla mnie idealne i wyjątkowe :)

29 października 2008

Dyniowe brioszki (Festiwal Dyni)


Przyznam szczerze, że do tej pory z dyniami było mi jakoś nie po drodze. Te wielkie, pomarańczowe słońca wydawały mi się piękne i ciekawe, lubiłam ich fakturę, ich kształt, ale smak był dla mnie nieciekawy, poza jednym wyjątkiem - pikantnym kremem dyniowym z zacierkami jakie robi moja Mama.
Dynia jest niezwykłym tworem. To, że potrafi przetrwać zimę zachowując świeże i nienadpsute wnętrze zawsze wydawało mi się zagadkowe. Pamiętam jak Mama przywoziła do domu dynie, stały sobie w kuchni na kredensie albo w chłodnym ganku. Trwało to kilka miesięcy aż w końcu nadchodził moment, kiedy urocze, pomarańczowe piłki zamieniały się w stos pokrojonych i obranych kawałków.
Tej wiosny, po egzekucji jednej z nich zostałam "uszczęśliwiona" gigantyczną połówka tego warzywa. Nie mając pomysłu na żadne danie po prostu zrobiłam puree z dyni i zamroziłam.

Dzisiaj wróciłam do dyniowych zaległości. Rozmroziłam puree i zrobiłam z niego brioszki, według przepisu znalezionego na blogu Jude. Przepis pochodzi ze strony San Francisco Baking Institute. Po tym jak przeczytałam oryginalną recepturę wpadłam w podziw dla autorki bloga, że miała siły przekonwertować tą formułę na normalny język :)
Zapach jaki wydobywał się z piekarnika w trakcie pieczenia sprawił, że poczułam się jakbym stała na granicy dwóch pór roku: jesieni i zimy. Dyniowa, jeszcze-jesienna brioche, ale już o delikatnym, subtelnym aromacie przypraw korzennych, które przypominają o zimowym, przedświątecznym, nocnym pieczeniu w kuchni wypełnionej aromatem pierników :)


Dyniowe brioszki
przepis pochodzi ze strony SFBI, przekonwertowany przez Jude, przetłumaczony przeze mnie
• zaczyn (sponge)
1 filiżanka mąki pszennej chlebowej (124 g)
1/3 filiżanki wody w temperaturze pokojowej (74 g)
szczypta drożdży instant
Wymieszać składniki póki się nie połączą i odstawić w zakrytej misce na 12-16 godzin w temperaturze pokojowej.
• ciasto właściwe:
cały zaczyn
3 (cups) filiżanki mąki pszennej chlebowej (394 g)
4 łyżeczki mleka (20 g)
1 duże jajko
2 duże żółtka
2 łyżeczki drożdży instant
1 ¼ (cups) filiżanki puree z dyni (niesłodzonego)
½ łyżeczki mielonego cynamonu
2/3 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
¼ łyżeczki mielonego imbiru
¼ łyżeczki mielonych goździków
3 łyżki cukru
2 łyżki miodu
10 łyżek miękkiego masła
• na wierzch
roztrzepane jajko
cukier dekoracyjny (perłowy- opcjonalnie)
prażone pestki dyni (opcjonalnie)

Odłożyłam połowę puree dyniowego i połowę masła (dodałam je na samym końcu zagniatania, dodane od razu na raz zahamawałyby uwalnianie glutenu).
Wymieszałam wszystkie składniki (poza odłożoną połową masła i puree) póki sie nie połączyły.
Wyrabiałam ciasto hakami 8-10 minut, następnie dodałam pozostałe masło i puree i wymieszałam dokładnie, ponownie wyrabiałam 4-6 minut – ciasto było bardzo lepkie i delikatne. Odłożyłam w przykrytej misce na 45 minut w temperaturze pokojowej. Po tym czasie rozciągnęłam ciasto i złożyłam, ponownie odłożyłam na 45 minut. Podzieliłam na 24 części (ok.55 g sztuka). Pozostawiłam podzielone ciasto aby odpoczęło 15 minut, następnie uformowałam okrągłe bułki. Posmarowałam bułeczki jajkiem i posypałam pestkami dyni. Przełożyłam na dwie blachy wyłożone papierem do pieczenia. Pozostawiłam do wyrośnięcia na 1,5 godziny
Rozgrzałam piekarnik do 190 stopni Celsjusza. Piekłam brioszki przez 15 minut. Po upieczeniu przestudziłam na kratce, ale dwie pierwsze poszły pod nóż jeszcze gorące, przełożone cienką warstwą miodu sprawiły, że zapomniałam na chwilę o całym świecie :) Delikatna skórka i miękki środek wynagrodziły cały trud nie najprostszego przygotowania.

Muszę się na końcu przyznać, że mimo cudownego smaku, i aromatu to trochę nabroiłam - dodałam puree własnej roboty, które było za mało ścisłe. Powinnam była je odparować ale, że zaczyn już niecierpliwie czekał, stwierdziłam, że może mi ujdzie to na sucho. Ciasto było za luxne, a ja nie dodałam ani grama mąki więcej trzymając się ściśle przepisu. Efektem były pyszne i aromatyczne brioszki trochę jednak za bardzo "rozbiegły" się po blaszce.
Przepis jednak tak mi się spodobał, że już wkrótce na pewno dam sobie szansę poprawić ten błąd, tym razem posypię je perłowym cukrem, bo według mnie będzie bardziej się komponował z tym słodkim wypiekiem :)