25 kwietnia 2020

Domowe rożki do lodów


Inauguracja sezonu lodowego przypadła nam na czas kwarantanny - dlatego postawiliśmy na domową produkcję - były lody waniliowe, takie tradycyjne na śmietance gotowanej z laską wanilii i z żółtkami. Zrobiłam zaledwie pół litra - więc lody zniknęły w mgnieniu oka. W czasie kiedy się mroziły (nie mam maszynki do lodów więc mieszałam je co pół godziny zwykłym mikserem) postanowiłam spróbować zrobić rożki do lodów wg receptury Davida Lebovitza.

Przepis na domowe rożki do lodów jest banalnie prosty - piana z białek z cukrem i solą, do tego trochę mąki i przestudzone, rozpuszczone masło. Ciasto rozsmarowuje się cieniutko na papierze do pieczenia i piecze 10 minut. Najtrudniejszym momentem przygotowania jest zwinięcie placków w rożki - trzeba to zrobić sprawnie, tuż po wyjęciu z piekarnika, ponieważ placki szybko twardnieją. Dlatego zawczasu przygotujcie sobie porządną rękawicę ochronną, metalową szpatułkę, a jeśli posiadacie do tego metalowy rożek do formowania wafli - to szczęściarze z Was. Ja takiego cuda nie posiadam, ale i bez niego udało mi się uformować rożki. Za pierwszym razem wyszły mi grubsze, za drugim razem nabrałam wprawy, zrobiłam cieniutkie placki na osobnych kawałkach papieru, aby móc je formować po jednym.






Rożki do lodów

wg Davida Lebovitza
 przepis na 6 sztuk

  • białka z 2 dużych jajek
  • 7 łyżek cukru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (można pominąć)
  • duża szczypta soli
  • 2/3 szklanki mąki
  • 2 łyżki rozpuszczonego i ostudzonego masła (ja lekko przyrumieniłam masło)
Piekarnik nagrzać do 175 st. C
Białka ubić z solą, aż będą lekko sztywne (uważać, aby nie przebić białek), dodać łyżkę cukru, ubijać na najwyższych obrotach. Dodawać po łyżce cukru, cały czas miksując, aż powstanie sztywna, błyszcząca piana. Dodać ekstrakt waniliowy, zmiksować.
Mieszając wsypać połowę mąki, połączyć, następnie wlać rozpuszczone masło, na koniec dodać resztę mąki i dokładnie wymieszać, aż powstanie masa o gładkiej konsystencji.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i nałożyć 1 kopiastą łyżkę masy i uformować łyżką cienki placek o średnicy 15 cm - na jednej blaszce mieszczą się dwa takie placki.

Blachę włożyć do pieca na 10-15 minut w zależności od piekarnika - po 10 minutach sprawdzić czy placki są już zarumienione na brzegach - to oznacza, że są gotowe. Po upieczeniu wyjąć z piekarnika i używając metalowej szpatułki podważyć placek a następnie odkleić go od papieru do pieczenia formując rożek. Rożek będzie od razu twardniał więc trzeba to robić naprawdę szybko tym bardziej, jeśli na blaszce czeka jeszcze jeden placek do uformowania (może za szybko stwardnieć i nie dać się uformować - dlatego polecam piec placki na jednej blaszce, ale na dwóch osobnych kawałkach papieru tak aby wyciągać je pojedynczo z piekarnika). Uformowane rożki dobrze włożyć do kubka aby dobrze przestygły i się nie zdeformowały.
Po uformowaniu papier zdjąć z gorącej blachy, położyć na blacie i formować na nim kolejne placki - na gorącej blasze ta czynność jest bardzo utrudniona.


Jakie lody lubicie najbardziej?

Jeśli ten przepis okazał się dla Ciebie przydatny - daj znać w komentarzu :)
Jeśli masz pytania - zadaj je w komentarzu pod postem, pomogę :)

8 października 2019

Pudding jaglano-cytrynowy z pieczonymi śliwkami




W tym tygodniu, na moim profilu instagramowym w ramach wyzwania #projektsezon gotujemy i pieczemy oraz fotografujemy ze śliwkami w roli głównej, tak więc dziś zapraszam Was na pudding jaglano-cytrynowy z dodatkiem śliwek właśnie.
Jaglane puddingi według mnie najlepiej wychodzą w wersji cytrynowej - cytryna niweluje posmak jaglanki, który dla wielu może być nieprzyjemny. Dodatek czegoś słodzącego w takiej wersji jest więc nieunikniony - ja użyłam miodu, ale z powodzeniem można użyć ksylitolu, erytrolu czy innych zamienników. W ostateczności, czy z braku laku zawsze pozostaje cukier ;)

Do pieczonych śliwek natomiast nie ma potrzeby sypać ani lać żadnego słodzidła, ponieważ uwierzcie mi - pieczenie tych owoców wydobywa z nich naturalną słodycz, co więcej, kombinacja przypraw, zwłaszcza obecność cynamonu "osładza" je.

Zanim sezon śliwkowy przeminie - spróbujcie poszaleć z tymi owocami.




Pudding jaglano-cytrynowy z pieczonymi śliwkami

 

Składniki:
  • 100 gram kaszy jaglanej
  • szczypta soli 
  • puszka (400ml) mleka kokosowego
  • szklanka wody
  • cytryna niewoskowana
  • 1-2 łyżki miodu
     
  • 300-400g śliwek węgierek
  • 2 łyżki masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
  • szczypta mielonej gałki muszkatołowej
  • 2 obroty młynka lub duża szczypta świeżo mielonego czarnego pieprzu

Kaszę jaglaną zalać wodą i mlekiem kokosowym, posolić, zagotować w garnku z podwójnym dnem, od razu po zagotowaniu zmniejszyć ogień do minimum. Na wierzch kaszy położyć kawałek pergaminu, tak aby się przykleił do powierzchni. Gotować 30 minut, pod koniec koniecznie sprawdzać czy się nie przypala, ew. zdjąć pergamin i przemieszać.
Po ugotowaniu schłodzić.

Piekarnik nagrzać do 180 st. C.
Śliwki wypestkować, włożyć do żaroodpornego naczynia wysmarowanego masłem, wrzucić resztę masła, przyprawy, piec przez 30 minut.

Do przestudzonego puddingu jaglanego dodać sok i skórkę z 1/2 cytryny oraz miód, dokładnie wymieszać.
Upieczone śliwki posypać skórką cytrynową z 1/2 cytryny.
Podawać razem z puddingiem.

2 października 2019

Tarta serowa z brzoskwiniami i tymiankiem



Ostatnie dwa tygodnie to prawdziwy maraton: codziennie sesje fotografii kulinarnej, dwa nowe projekty graficzne, a także moje solenne postanowienie, że zajmę się porządnie Instagramem, aby wykorzystać jego potencjał do mojej pracy.

Z tego tez postanowienia wypłynął pomysł na akcję Instagramową #projektsezon, która ma zachęcić do korzystania z sezonowych składników w kuchni, do inspirowania się naturalnymi cyklami natury i pór roku.

Jeśli macie ochotę dołączyć do tego wyzwania to zapraszam na moj profil na Instagramie, więcej o tej akcji przeczytacie tutaj:




Wyświetl ten post na Instagramie.

Hej✨ Jest pomysł na hasztaga - klucz, do fajnej akcji, o której myślę już jakiś czas :-) . To są owoce mojego douczania się nt social mediów - zastanawiałam się co mogę dać więcej od siebie tutaj w tej przestrzeni (@wild.rocks Twoje wskazówki są bezcenne🌸) . I oto myśl: jeśli miałabym opisać to co tutaj robię i co jest mi bliskie w temacie kulinariów jakimś słowem to najpewniej byłoby to słowo SEZON. Sezonowość uczy mnie wdzięczności, doceniania tego co dostępne i odpuszczania tego czego mieć teraz nie mogę. To nie dotyczy tylko jedzenia oczywiście, ale życia wogóle!.. . ..ale jako, że ten profil kręci się w przeważającej mierze wokół stołu, a stół, jak wiadomo, nie służy tylko do jedzenia ale przede wszystkim do gromadzenia się i budowania relacji.. ..to proponuję gromadzić się wokół zabawy z hasztagiem #projektsezon Oto proste zasady tej akcji: - raz w tygodniu, w czwartek, będę publikować posta z sezonowym składnikiem, który może nam posłużyć za inspirację w nadchodzącym tygodniu :-) - przez tydzień, do środy będę czekać na Wasze inspiracje danym sezonowym składnikiem: być może ten sezonowy dar natury skłoni Was do upieczenia ciasta, które ostatnio jedliście w dzieciństwie, albo do wyprawy na targ.. Może podzielicie się przepisem na specjalność Waszej kuchni, albo wrzucicie zdjęcie z lunchu w knajpce, która szanuje sezonowość i akurat będzie miała w karcie danie z tym produktem :-) A może po prostu uda Wam się zrobić fajne zdjęcie z bohaterem sezonowego tygodnia? Może Wasza kreatywność wykracza poza fotografię, kulinaria i stworzycie jakąś inną formę: akwarelę, patchwork, kolaż, rysunek? Opcji jest nieskończona ilość :-) - PAMIĘTAJCIE proszę aby oznaczyć post lub stories tym hasztagiem #projektsezon oraz otagować mój profil, aby Wasze posty mi nie umknęły w podsumowaniu :-) - Wasze zdjęcia wrzucane do galerii przez cały tydzień będę pokazywać w podsumowaniu w środę, natomiast instastories te, które będą dla mnie dostępne (czyli Stories z finałowej środy lub wyróżnione). Co Wy na to? Wchodzicie w to? Damy szansę temu pomysłowi? W końcu bez Was działanie tutaj nie ma sensu ✨🌸 . Na pierwsze ogień zacznijmy od BRZOSKWINI, bo sezon na nie dobiega końca 🍑
Post udostępniony przez Ula Demczuk (foodnotes) (@ulade_photo)


Tymczasem podrzucam dziś przepis, który przygotowałam ostatnio specjalnie dla magazynu Kukbuk. Jest to tarta idealnie wpisująca się w #projektsezon. Wykorzystałam brzoskwinie, które powoli znikają ze sklepowych półek, a które są dla mnie wysłannikiem lata w jesień - jeszcze pachną letnim słońcem, a jednocześnie kolorystycznie zapowiadają już złociste, jesienne krajobrazy.




Tarta serowa z brzoskwiniami i tymiankiem

spód:
  • 200g zimnego masła
  • 2 szklanki mąki pszennej luksusowej
  • 1/2 szklanki cukru
  • łyżka listków tymianku
  • szczypta soli
masa sernikowa:
  • 350g twarogu tłustego
  • 3 jajka
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii
  • 1/4 szklanki cukru
dodatki:
  • 5-6 brzoskwiń
  • listki tymianku
  • garść jagód
  • 60g płatków migdałowych

Piekarnik rozgrzać do 180 st. C.
Listki tymianku utrzeć w moździerzu z łyżką cukru, wsypać do malaksera, dodać resztę składników na spód tarty. Zmiksować aż składniki zamienią się w grudki, a następnie w kawałki ciasta. Przełożyć do formy na tartę (w razie potrzeby formę wysmarować masłem i wysypać bułką tartą). Wykleić spód i brzegi, jeśli forma na tartę ma wyjmowany spód zabezpieczyć piekarnik, ponieważ tłuszcz z ciasta może wyciekać. 
Podpiec 10 minut, wyjąć, przestudzić. 

Składniki na sernik zblendować na gładką masę. 
Płatki migdałowe uprażyć na suchej patelni. 
Brzoskwinie delikatnie wypestkować i pokroić na ósemki, włożyć do miski, posypać listkami tymianku i delikatnie przemieszać. 

Na przestudzony spód przełożyć masę sernikową, wyrównać. Na wierzchu ułożyć cząstki brzoskwini, posypać jagodami i płatkami migdałowymi. 

Piec 45 minut, aż masa sernikowa będzie ścięta.

1 sierpnia 2019

Sernik ze śliwkami i orzechowym spodem



Pamiętacie zabawę w skojarzenia? To była jedna z tych zabaw, w którą grało się w deszczowe, sierpniowe dni na wakacjach pod namiotem, kiedy lato robiło sobie przerwę od wygrzewania ciał letników i zaciągało swoje okna zasłonami chmur napęczniałych od deszczu. 

Na brązowych, opalonych dziecięcych nóżkach dyndały ubłocone gumiaki, siedziało się przy stole w samych podkoszulkach i kąpielówkach i grało się w państwa-miasta, kalambury albo statki. Wakacyjne przybory do pisania to był blok i ubogie w pigmenty kredki z wiejskiego sklepu co otwarty był tylko od 16.00 do 17.00. Kiedy wszystkie gry świata zostały już wygrane bawiliśmy się w skojarzenia jedząc ogórki, śliwki albo papierówki przyniesione od gospodyni, ze wsi. 

Wracając do skojarzeń: z czym kojarzy Wam się słodka bułka tarta podsmażona na maśle? Mnie przychodzą na myśl albo leniwe pierogi z serem na słodko, albo knedle ze śliwkami. 

Ten sernik to moja zabawa w skojarzenia - jedząc sernik z palonym masłem z tego przepisu pomyslałam o leniwych pierogach, z kolei smak słodkiej bułczanej zasmażki to dla mnie knedle ze śliwkami. Zabawa w skojarzenia w kuchni to niezła frajda - szukanie połączeń, które tkwią w naszych wspomnieniach, w wyobraźni, w preferencjach smakowych. 

Czy da się skojarzyć te trzy smaki: orzechowej, słodkiej zasmażki, twarogu i śliwek w jedno? 

Odpowiedź brzmi: da się, a to połączenie jest genialne!



Sernik ze śliwkami i orzechowym spodem 


składniki na małą tortownicę 18-20 cm:


spód:
  • 50g orzechów laskowych (można zastąpić gotowymi zmielonymi orzechami laskowymi)
  • 120g masła
  • 1 szklanka bułki tartej
  • 1/2 szklanki cukru
  • szczypta soli

masa sernikowa (składniki w temperaturze pokojowej):
  • 1/2 kg zmielonego twarogu (użyłam Twarogu Sernikowego z Mascarpone President)
  • 3 duże jajka zerówki
  • 150g cukru pudru
  • ziarenka z 1/2 laski wanilii 
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka soku z cytryny
masa śliwkowa:
  • 10 dużych, dojrzałych śliwek
  • 1 łyżka pektyn do dżemów
  • 3 łyżki cukru
  • sok z 1/2 pomarańczy + skórka
  • szczypta cynamonu

Orzechy prażyć na blasze w piekarniku nagrzanym do 200st. C przez 10 minut, uważać aby się nie spaliły. Przesypać na czysty ręcznik kuchenny, zawinąć i wystudzić. Skórka z orzechów powinna po tym czasie łatwo zejść przy pocieraniu ręcznikiem. Przestudzone orzechy zmielić w malakserze na mąkę. 
Bułkę przesmażyć na patelni z masłem i solą, dodać cukier i zmielone orzechy. Wymieszać dokładnie. 
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia: najpierw położyć kawałek papieru na dno tortownicy, rant osobno wyłożyć paskiem papieru, złożyć całość. Owinąć na zewnątrz szczelnie dwoma warstwami folii aluminiowej. 
Wysypać przesmażone składniki na spód i wyrównać dno oraz boki łyżką, a następnie delikatnie ubić szklanką. Boki powinny być równej wysokości, natomiast nie muszą być równej grubości, sernik ma mieć rustykalny charakter. 
Schłodzić w lodówce.

Piekarnik ustawić na 180st. C góra-dół. 

Do miski przełożyć twaróg i cukier puder, dokładnie utrzeć, a następnie dodawać po jednym jajku i miksować. Dodać mąkę ziemniaczaną, wanilię i sok z cytryny, zmiksować.

Delikatnie przełożyć masę sernikową na schłodzony spód. Tortownicę umieścić w większej foremce albo naczyniu żaroodpornym i wypełnić wodą do połowy wysokości tortownicy. 

Włożyć do piekarnika i piec 35 minut. Po upieczeniu zostawić sernik w piekarniku i studzić przy uchylonych drzwiczkach. Następnie tortownicę przełożyć na noc/na kilka godzin do lodówki. 

W międzyczasie przygotować śliwki: owoce wypestkować i pokroić na kawałki, przełożyć do rondelka, zasypać cukrem, dodać skórkę i sok z pomarańczy oraz cynamon, wymieszać i postawić na gazie. Gotować aż owoce się rozpadną. Posypać pektynami i dokładnie wymieszać .
Śliwki można przetrzeć przez sito aby uzyskać aksamitny mus, jednak osobiście wolę całe owoce ponieważ w skórce kryje się mnóstwo smaku, a sernik w takiej formie ma wyjątkowy, rustykalny charakter. 

Przestudzoną masę śliwkową przełożyć na schłodzony sernik i wyrównać. Przed podaniem schłodzić, aż warstwa śliwkowa lekko stężeje. 



Tajemnice doskonałego sernika

10 maja 2019

Rabarbar pod bezglutenową kruszonką





Dopiero chwaliłam umiar w zakupach i dbanie o to, aby nie przesadzać z zakupami (i nie marnować nadmiaru), a już chwilę potem stoję przed straganem - prawdziwie wiosennym w swoim anturażu - i ładuję do torby: 1,5kg rabarbaru, 6 pęczków szpinaku, 4 pęczki szczawiu, rzodkiewki, szczypior, młodą marchew z nacią.

Dopiero w domu robi mi się trochę gorąco; zdaję sobie sprawę, że wszelka zielenina zaraz straci świeżość i to wszystko trzeba szybko umyć i coś z tym zrobić.

Rabarbar przetwarzamy więc w pyszny, szybki i bezglutenowy deser z ograniczoną ilością cukru (tutaj jego brakiem - używamy ksylitolu), nać marchwi blendujemy na pesto ze słonecznikiem, szczaw i szpinak moczą się w wielkim garze z wodą i zaraz zabieram się za ich dokładne mycie i krojenie, ale zanim to zrobię, to proszę bardzo, oto przepis na nasz rabarbarowy deser :)


 PS. Owies sam w sobie nie zawiera glutenu, ale często jest pakowany w miejscach gdzie przetwarzane są także inne, także glutenowe zboża, więc jeśli cierpisz na nadwrażliwość na gluten bądź celiakię - wybierz płatki owsiane bezglutenowe. W pozostałych przypadkach - jeśli nie masz zdiagnozowanej medycznie żadnej choroby związanej z glutenem i chcesz po prostu ograniczyć gluten w deserze - zwykłe, sklepowe płatki z śladową ilością glutenu na pewno będą w porządku :)




 

Rabarbar pod kruszonką - bez glutenu

Nadzienie:
  • 700g rabarbaru
  • 1 łyżka świeżego, drobno posiekanego imbiru
  • skórka z 1 cytryny
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki ksylitolu (lub cukru trzcinowego)
  • 1 kopiasta łyżka mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka masła

Kruszonka:
  • 1,5 szklanki płatków owsianych górskich
  • 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 100g zimnego masła
  • 1/2 szklaki ksylitolu (lub cukru trzcinowego)
  • duża szczypta soli


Rabarbar obieramy ze skórki i kroimy na kawałki wielkości 1 cm. Wrzucamy do miski, dodajemy sok z cytryny, skórkę, posiekany, świeży imbir. Zasypujemy ksylitolem lub cukrem. Mieszamy i odstawiamy na 10 minut, aby rabarbar puścił sok.

W tym czasie przygotowujemy kruszonkę. 0,5 szklanki płatków owsianych blendujemy na drobną mączkę. Wrzucamy ją do miski wraz z pozostałymi składnikami kruszonki: całymi płatkami, mąką kukurydzianą, masłem, ksylitolem i solą. Zagniatamy szybko w jednolitą kulę, umieszczamy w misce przykrytej talerzem i wkładamy do lodówki na 30 minut.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Dużą formę żaroodporną smarujemy cienko masłem. Resztę masła do nadzienia (niecała łyżka) rozpuszczamy w rondlu na średnim ogniu. Wrzucamy zawartość miski z rabarbarem, dodajemy łyżkę mąki kukurydzianej i dokładnie mieszamy, gotujemy na średnim ogniu przez 5 minut pilnując aby sok za szybko nie odparował i aby rabarbar się nie przypalił.

Rabarbar przekładamy do wysmarowanej formy, wyrównujemy, wierzch posypujemy rozdrobnioną w palcach  kruszonką. Pieczemy 35 minut, aż wierzch będzie zarumieniony. Podajemy z jogurtem albo z kulką lodów waniliowych.





23 grudnia 2018

Sernik krakowski




Za siedmioma górami i siedmioma lasami stał Wigilijny Stół, a wszystkie krzesła przy Stole były zajęte, natomiast talerz dla strudzonego wędrowcy nie kojarzył się jeszcze z tymi, których za parę lat zabraknie.

Zapachy unoszące się z wielkich garów w kuchni mieszały się z zapachami perfum, a dźwięk nakrywania do Stołu łączył się ze śmiechem Mamy i muzyką kolęd puszczaną w salonie przez Tatę. W odświętnych ubraniach doprawiałyśmy barszcz, uważając aby na jasnych bluzkach nie wykwitła czerwona plama.

Ktoś zapukał do drzwi, to Babcia i Dziadek z torbą prezentów i dwoma blachami ciasta. To był zawsze ten sam zestaw - jabłecznik i sernik krakowski, obydwa pieczone przez mojego Dziadka, zawsze z tego samego przepisu.






Dzisiaj dzielę się z Wami przepisem na ten sernik. Jest bardzo prosty w przygotowaniu. Nie trzeba mieć mielonego sera, bo używając blendera ręcznego ser będzie zmielony na wystarczająco gładką masę. To typowy sernik krakowski: ciężki i zbity, aromatyczny i słodki. Jestem pewna, że to najlepszy przepis  dla tych, którzy nie mają doświadczenia w pieczeniu tego typu ciast.


Sernik krakowski


Ciasto kruche:
  • 350g (2 1/4 szklanki) mąki
  • 200g (1 paczka) masła
  • 60g (ok. 5 łyżek) cukru pudru
  • szczypta soli
  • 4 żółtka
Masa sernikowa:

  • 1 kg tłustego białego sera (nie z wiaderka)
  • 150g cukru pudru (1,5 szklanki)
  • 5 jajek
  • 60g mąki ziemniaczanej (1/3 szklanki plus łyżka)
  • 100ml śmietanki kremówki
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej lub cukier z wanilią
  • 100g masła w temp. pokojowej
  • skorka starta z 1 niewoskowanej cytryny
  • opcjonalnie: 100g rodzynek obtoczonych w łyżce mąki ziemniaczanej
Lukier:
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1/2 szklanki cukru pudru




Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy masło, cukier puder i sól, szybko zagniatamy, aż ciasto będzie miało konsystencję piasku. Dodajemy żółtka i zagniatamy szybko jednolite ciasto. Formujemy dysk i wkładamy do lodówki na 30 minut.

Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C.
2/3 ciasta wałkujemy cienko (3-5mm) i wykładamy nim dno prostokątnej blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Nakłuwamy widelcem. Pieczemy 10 minut. Studzimy.

Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160 st. C.

Do dużej miski wkładamy ser. Jeśli zamierzacie użyć blendera do miksowania (polecam, dużo mniej mycia) to ser może nie być mielony.
Jeśli chcecie użyć tradycyjnego miksera ser musi być zmielony, natomiast nie polecam do tego przepisu sera z wiaderka.

Do sera dodajemy cukier puder, jajka, mąkę ziemniaczaną, śmietankę, esencję waniliową, miękkie masło oraz skórkę cytrynową. Blendujemy wszystko ręcznym blenderem na gładką masę.
Dodajemy rodzynki obtoczone w mące ziemniaczanej i mieszamy delikatnie szpatułką.

Przekładamy masę sernikową na podpieczony spód, wygładzamy. Odłożoną część ciasta wałkujemy i kroimy na długie paski. Na wierzchu sernika układamy kratkę z pasków (ja tym razem wycięłam gwiazdki i ułożyłam wzór w świątecznym klimacie).

Pieczemy 60 minut w temperaturze 160 st. C.
Wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i zostawiamy sernik w piekarniku do całkowitego wystygnięcia.

Wystudzone ciasto lukrujemy.



11 maja 2018

Pierwsze kroki: ciasto biszkoptowe z owocami



Uwielbiam dzielić się wiedzą i wspólnie gotować. Ostatnio odczułam tak ogromną satysfakcję, kiedy w czasie majówki spotkałam się z przyjaciółmi i mogłam podzielić się z moją ukochaną K. prostym przepisem na ciasto z owocami. Moja przyjaciółka nie do końca odnajduje się w kuchni, jak sama stwierdziła, głównie dlatego, że ma błędne przekonanie, że to wszystko jest trudne, że nie ma talentu i na pewno jej coś nie wyjdzie (choć na przykład piecze cudowną szarlotkę).

Myślę, że jest wiele osób, które mają w sobie opór przed gotowaniem czy pieczeniem, bo być może ktoś kiedyś niewłaściwie próbował przekazać im wiedzę, albo podsuwał zbyt trudne przepisy.
W majówkę razem upiekłyśmy to proste ciasto, potem przesłałam K. przepis i zrobiła je za kilka dni całkiem samodzielnie, pisząc mi z radością: jakie to proste! Właśnie tak jest: gotowanie jest proste, pieczenie także, i zmieniając nastawienie można samemu siebie zaskoczyć :)

Dlatego postanowiłam stworzyć cykl wpisów, właśnie z myślą nie tylko o bliskich mi osobach, które mają opory do tego, aby samodzielnie coś przygotować. Będę dzielić się z Wami ultraprostą, podstawową wiedzą, będę także wdzięczna za Wasz feedback i informacje, czy się udało. Być może uda się stworzyć cykl video, jednak na chwilę obecną przymierzam się do tego mentalnie i nie chcę jeszcze nic obiecywać. Ale mam to w serduchu :)
W tym cyklu będę się skupiać na tym aby jak najdokładniej przekazać recepturę. Dla osób wprawionych w gotowaniu być może wyda się to zbyt szczegółowe. Mam jednak doświadczenie takie, że osoby początkujące potrzebują dokładnej instrukcji. Mówi się, że praktyka czyni mistrzem. Zgadzam się z tym, jednak wiem także, jak zniechęcające mogą być porażki, natomiast jak bardzo motywujące są udane wypieki czy potrawy. Chciałabym bardzo, aby się udało, więc będę w tych wpisach bardzo dokładna.

Dzisiaj więc prezentuję Wam to najprostsze ciasto świata z dodatkiem owoców, idealne do nauki pieczenia. Sama nie raz w dzieciństwie trenowałam na nim zakalce (na zmianę z babką mateczki), choć te zakalce to wynikały bardziej z niecierpliwości: z moją towarzyszką kuchennych szaleństw zaglądałyśmy co chwilę do piekarnika. No i oczywiście uwielbiałyśmy zakalce :)
Jednak bez obaw: jeśli składniki będą w temperaturze pokojowej, dobrze wymieszane, jeśli NIE będziecie otwierać co chwilę drzwiczek pieca, jeśli po upływie wyznaczonego czasu sprawdzicie patyczkiem, czy ciasto jest suche w środku (i będzie) - to o zakalcu nie ma mowy!

Ciasto jest stosunkowo tanie, bo nie ma w nim masła, więc do treningu jak znalazł. Co najważniejsze: jest bardzo smaczne, stanowi bazę do owocowych ciast na cały rok: wiosną pod rabarbar, pierwsze truskawki, latem pod maliny, jeżyny, owoce jagodowe, agrest, jesienią pod jabłka i śliwki - w zależności od pory roku.

Ciasto biszkoptowe z owocami

Składniki na tortownicę o średnicy ok. 23 cm
  • 4 jajka L w temperaturze pokojowej
  • szklanka cukru (pełna, bez "czubka"
  • 5 łyżek oleju w formie płynnej (olej o neutralnym zapachu, np. słonecznikowy, z pestek winogron)
  • 1 łyżka octu (winny, jabłkowy lub spirytusowy)
  • 1,5 szklanki przesianej zwykłej mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ew. łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • ok. 400 gram owoców pokrojonych na cząstki i ew. obranych, np. jabłek, rabarbaru, truskawek, wiśni, porzeczek, moreli, brzoskwini. Owoce powinny być świeże, jeśli używacie mrożonych, np. jagód czy borówek, to nie rozmrażajcie ich przed ułożeniem na cieście).
  • jeśli nie używacie papieru do pieczenia to tłuszcz do wysmarowania blachy i bułka tarta 
  • cukier puder do podania
Niezbędne narzędzia:
  • mikser, 
  • duża miska, 
  • sito do przesiewania mąki, 
  • łyżeczka i łyżka, 
  • okrągła tortownica o średnicy ok. 23 cm, 
  • papier do pieczenia lub odrobina masła i bułki do wysypania tortownicy 
  • piekarnik :D
  • rękawice lub sucha ścierka do wyciągnięcia gorącej blachy z piekarnika
  • timer

Podstawa w kuchni to planowanie, staram się już teraz przekazać tę wiedzę mojej córce, kiedy próbuje samodzielnie piec. Przeważnie pracujemy w następującej kolejności:

1. Włączenie piekarnika (będzie się nagrzewał w czasie kiedy będę wykonywać kolejne czynności)
2. Przygotowanie blachy/formy.
3. Przygotowanie ciasta.
4. Przelanie ciasta i wstawienie do piekarnika.
5. Ustawienie timera.
6. Sprzątanie

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (góra-dół w piekarniku elektrycznym, w gazowym maks. 190 st. C).

Przygotowujemy blachę: odpinamy rant, kładziemy na ogrągłym dnie kawałek papieru do pieczenia tak aby go zakrył i zapinamy na nim rant. Rant można dodatkowo posmarować cienko masłem.
Jeśli nie używacie papieru do pieczenia można formę wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą.
Odstawiamy blachę na bok.

Jajka wbijamy do dużej miski, dodajemy cukier. Ubijamy na wysokich obrotach na puszystą masę (powstanie puszysty kogel-mogel, masa będzie jasno-żółta). Dolewamy olej, ocet i ewentualnie ekstrakt waniliowy i miksujemy. Wsypujemy przesianą mąkę razem z proszkiem do pieczenia. Miksujemy, aż składniki się połączą.

Przelewamy do przygotowanej blachy. Na wierzchu układamy pokrojone owoce: staramy się układac je tak, aby w samym środku nie było ich zbyt dużo (jeśli w środku będzie ich za dużo ciasto się tam trochę zapadnie i krojeniu na trójkąty będą odpadać końcówki). Ja układam zawsze najgęściej po okręgu, nie za blisko środka i nie za blisko brzegu, i dopiero potem pojedyńcze owoce na krawędziach i w środku. Gwarantuję, że ciasto tak obłożone będzie się bardzo dobrze kroić i nie rozpadać.

Wstawiamy blachę do piekarnika i pieczemy 40-50 minut. Po 40 minutach zaglądamy przez szybkę, jeśli ciasto jest przyrumienione można otworzyć piekarnik i sprawdzić patyczkiem czy jest upieczone w środku (wbijamy suchy, drewniany patyczek lub spiczasty nóż w sam środek ciasta - jeśli jest suchy, ciasto jest dobre, jeśli jest oblepiony płynnym ciastem - trzeba je dopiec kolejne 5-10 minut i potem sprawdzić).

Upieczone ciasto przełożyć na talerz i posypać cukrem pudrem.

.

Udało się?
Dajcie znać w komentarzach pod tym postem :)





5 kwietnia 2018

Sernik z ciemnym ciastem (Smak wspomnień)




Pamiętam odgłos odpalanego gazowego piekarnika w naszym mieszkaniu. Taki cichy, miękki wybuch, a potem jednostajne syczenie, brzęk wyjmowanych blach - to oznaczało, że albo jest sobota, albo święta, albo spodziewamy się gości i będzie ciasto.
W czasach kiedy słodycze były towarem luksusowym i trudnodostępnym każdy dom miał swój repertuar domowych wypieków na specjalne okazje i na soboty.

Sernik z ciemnym ciastem, mniej odświętny niż sernik wiedeński, był przez nas uwielbiany. Czasami jego ciemny, kakaowy wierzch był idealnie wyprasowany, czasem pękał pod wpływem temperatury tuż przy brzegach, tworząc równiutkie, sernikowe krawężniki. Czasami Mama skubała ciasto dłońmi i układała ciemne placki ciasta na serowej masie tworząc łaciaty wzór - ten był najbardziej przeze mnie lubiany, bo przypominał mi... krowę :). Ten wypiek był popularny w wielu domach w czasach mojego dzieciństwa, jednak najbardziej lubiłam oczywiście wersję mojej Mamy, bo ona robiła zawsze cieniutkie warstwy ciemnego ciasta, za to twaróg był dominującym smakiem - nie należało oszczędzać na twarogu.





Dzisiaj publikuję więc recepturę na ten sernik - jest tak prosty, że polecam go zwłaszcza początkującym cukiernikom :)

Najważniejsze to:

  • dobrej jakości składniki, zwłaszcza twaróg - świeży, tłusty, samodzielnie zmielony lub mielony zakupiony ze sprawdzonego źródła,
  • dopasowana forma: podaję przepis na 1/2 porcji sernika, bo tak ostatnio piekę ciasta (ograniczamy cukier), używając małej, okrągłej tortownicy; jeśli chcecie upiec sernik w prostokątnej blaszce lub standardowej tortownicy (24cm średnicy) trzeba podwoić ilość składników,
  • aby nie było wątpliości, że jest to SERNIK, wywałkujcie ciasto cienko (ok. 0,5cm), tak aby wewnętrzna, twarogowa część była dominująca (jakże ja nie lubię "serników" składających się z min. 50% ciasta kruchego i cienkiej warstwy sera :). Jeśli zostanie Wam trochę ciemnego ciasta możecie je zawinąć w folię spożywczą i schować do lodówki (2 dni) lub zamrażarki (do 2 tyg. czasu), a w wolnej chwili albo przy okazji powykrawać dowolne kształty i upiec najzwyklejsze kruche ciasteczka, 
  • jeśli przy wałkowaniu ciemnego ciasta macie problem z przeniesieniem go do tortownicy spróbujcie rozwałkować je między dwoma arkuszami papieru do pieczenia - łatwiej będzie przenieść ciasto z papierem i zsunąć je do formy,
  • serniki, nawet takie łatwe, warto doglądać. Ciasto mocno wyrośnie, a potem opadnie - to zupełnie normalne. Ważne żeby obserwować czy nie pęka za mocno i wtedy ew. zmniejszyć temperaturę o 5 st. C nie otwierając piekarnika,
  • sernik studzimy w piekarniku: wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i zostawiamy ciasto w środku, póki nie wystygnie. 




Sernik z ciemnym ciastem


składniki na małą tortownicę o średnicy 20cm
do standardowej blachy lub do większej tortownicy należy podwoić ilość składników


Ciemne ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100g masła
  • 1 żółtko (białko odłożyć do masy serowej)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
Masa serowa:
  • 1/2 kg zmielonego prawdziwego tłustego twarogu (nie z wiaderka)
  • 1 jajko + 1 białko
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru

Piekarnik nagrzać do 170 st.C. Tortownicę natłuścić i wysypać bułką tartą, można też wyłożyć samo dno papierem do pieczenia, a boki posmarować masłem. 
Wszystkie składniki na ciemne ciasto zagnieść szybko i podzielić na dwie części. 
Składniki na masę serową dokładnie utrzeć mikserem. 
Połowę ciemnego ciasta rozwałkować podsypując trochę mąką stolnicę i wałek i wyłożyć dno tortownicy. Przełożyć masę serową, wierzch delikatnie przykryć drugą częścią rozwałkowanego ciasta.
Piec 1 godzinę - w połowie pieczenia sprawdzić czy sernik za bardzo nie pęka, ewentualnie zmniejszyć wtedy temperaturę o 5 st.C.
Po upieczeniu wystudzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach. 





31 marca 2018

Babka czekoladowa i różany lukier


 
 
Nowe życie, przełomy, zwroty akcji - niech te Święta będą okazją do dobrych przełomów - Wesołych Świąt!
  
Do życzeń dołączam przepis na babkę czekoladową, którą wykombinowałam dziś rano i myślę, że może Wam się spodobać :)
 
Babkę można polać ganach'em czekoladowym (przepis na ganache znajdziecie tutaj, można zostawić czysty ganache lub posypać go utłuczonymi orzechami laskowymi), posypać cukrem pudrem lub polukrować. 
 
 
 
 

Babka czekoladowa 

Składniki: 

  • 5 dużych jajek w temperaturze pokojowej 
  • szklanka cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 tabliczka (100g) czekolady deserowej
  • kostka (200g) masła
  • 1 szklanka mąki pszennej 
  • 1/2 szklanka mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kopiasta łyżka kakao
     
 
  
Czekoladę pokruszyć i razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej (blaszaną miseczkę nałożyć na garnuszek z gotującą się wodą). Dokładnie wymieszać, aby czekolada połączyła się z masłem, lekko przestudzić.
Piekarnik rozgrzać do 170 st. C, przygotować formę na babkę: dokładnie natłuścić i wysypać bułką tartą.
Jajka i cukier ubić mikserem na wysokich obrotach. Dodać przesiane mąki: pszenną i ziemniaczaną, proszek do pieczenia i kakao, dokładnie zmiksować. Wlać czekoladę z masłem (mogą być lekko ciepłe) i zmiksować.
Ciasto od razu przelać do formy i piec w piekarniku przez 45 minut.
 
Propozycje dekoracji upieczonej babki:
- cukier puder,
- ganache czekoladowy (przepis znajdziecie tutaj ), UWAGA: Babka musi być wystudzona przed wylaniem ganache'u,
- ganache czekoladowy obsypany potłuczonymi orzechami laskowymi,
- lukier: tradycyjny (przepis na lukier znajdziecie w tym przepisie),
- lukier różany - przepis poniżej:
 

Lukier różany

 
Składniki:
 
  • 2 szklanki przesianego cukru pudru
  • sok z jednej małej cytryny
  • 1 łyżka soku z buraków (bez przypraw, 100% soku z buraków)
  • 1 łyżka wody różanej
Wszystkie składniki miksujemy mikserem na najwyższych obrotach. Jeśli lukier będzie zbyt gęsty po kropelce dodajemy wodę różaną, jeśli będzie zbyt rzadki dodajemy odrobinę przesianego lukru.
Jeśli chcecie usyskać efekt plastycznych zacieków lukier musi być na granicy płynności: lepiej dodawać powoli płynne składniki, aż z grudek zamieni się w płynną, gęstą masę.
Jeśli chcecie uzyskać efekt równo polukrowanej babki bez zacieków: lukier musi być odrobinę rzadszy.
UWAGA: lukrujemy zawsze wystudzone ciasto, w przeciwnym razie babka "wypije" lukier. 

 
 



25 stycznia 2018

Kokosowe pralinki







Mam takie poczucie, że walka o zdrowe nawyki w dzisiejszych czasach to niezły wyczyn. Jeszcze o ile sama jestem w stanie w miarę się pilnować, to w przypadku dzieci ta walka zdaje się być momentami nierówna.

Manipulacja: media, sklepy i...rodzina


Na szczęście nie posiadamy w domu telewizora więc w tej kwestii jest łatwiej - agresywne bloki reklamowe nas omijają. Youtuba nie włączam dzieciom, ewentualnie bajki na Netfliksie, za to wejście do sklepu z dziećmi - to jest droga przez mękę. Na każdym kroku kolorowe opakowania, czekoladki, batoniki... Nie lubię sklepów, które przy kasach mają półki z czekoladą, na wysokości kolan dorosłego człowieka. Żabko, Lidlu - dlaczego to robicie..Jakie są granice manipulacji? To naprawdę celowe żerowanie na małych  brzuszkach, które od małego próbuje się uzależnić od cukru.

Niestety, czasami równie trudne boje toczą się z ukochanymi dziadkami, ze znajomymi. Rozumiem naszych rodziców: żyli w czasach kiedy słodycze były luksusem, czymś wyczekiwanym, a ich substytutami były na przykład karmelki, które robiło się z cukru rozpuszczonego w rondelku. Szelest cukierkowych papierków to był cudowny i bardzo pożądany dźwięk dobrobytu. Poza tym każdy wtedy wiedział, że "cukier krzepi".

Czasy jednak się zmieniły i teraz słodycze nie są już dobrem luksusowym, a doniesienia naukowe nie pozostawiają złudzeń: cukier nas wykańcza, rozregulowuje, niszczy nasze delikatne tkanki, wpływa na nasze samopoczucie. Słodycze są powszechne i dostępne, co gorsza, cukier wgryzł się w produkty spożywcze codziennego zastosowania takie jak płatki, pieczywo, soki, kaszki dla dzieci. Moja córka zapytała mnie kiedyś dlaczego nie jemy Nutelli na śniadanie, w reklamie mówią że to porcja mleka, magnezu i orzechów, a reklama przecież nie kłamie.

Zamienniki - czy to ma sens?


Najlepszą opcją dla zdrowia jest zero słodyczy. Są świeże i suszone owoce, czasem kawałek gorzkiej czekolady, przyprawy i dodatki mające naturalną słodycz w sobie, takie jak cynamon czy olej kokosowy. Szukanie zamienników cukru to trochę walka z wiatrakami, bo w końcu nadal chodzi o...słodycz, a to słodycz właśnie nas tak omamia. Na dłuższą metę i w znaczeniu behawioralnym nie jest istotne czy to cukier, czy miód, czy syrop daktylowy, ryżowy czy inne cuda wianki - słodkość uzależnia.

Słodki podwieczorek

Mam kilka stałych opcji, które wyciągam jak asa z rękawa w chwilach bezcukrowej rozpaczy :) Jeśli jestem z dziećmi poza domem kupuję im suche wafle - oblaty, ostatnio znalazłam wersję z kakao i wzbudziła ogromny entuzjazm. Kiedy jesteśmy w domu robimy czasami pralinki z bakalii, płatków: możliwości jest wiele.

Mam dla Was dzisiaj przepis na kokosowe pralinki. Jeden za pierwszym razem nie wzbudziły zainteresowania w ogóle. Za drugim też. Teraz dzieci są w stanie poczęstować się kulką i mam wrażenie, że temat "mamo, co na słodaka dzisiaj?" mamy wyczerpany na kilka godzin :) Plus jest taki, że na hasło kokosowe kuleczki potrafią się już PRAWIE podobnie ucieszyć jak na hasło: czekolada ;)

Trudne słowa


Mleko kokosowe - zachęcam by zrobić je samemu. Wystarczy zalać paczkę wiórków 2,5 szklankami wody filtrowanej i pozwolić im napęcznieć. Potem blendujemy wszystko w stojącym blenderze nawet 10 minut, a następnie odcedzamy mleko na sicie przez płótno. Wychodzi jakieś 1/2 mleka kokosowego (wiórki można wysuszyć i użyć do ciast. Próbowałam użyć ich do zrobienia tych kulek, ale pralinki wyszły mniej kokosowe więc lepiej użyć świeżych wiórków).
Natomiast jeśli kupujecie mleko kokosowe - czytajcie skład, do mleka kokosowego trafia czasem niezła mikstura chemii..

Agar czy żelatyna - agar o tyle fajniejszy, że jest w 100% roślinny i nie wymaga lodówki, aby stężeć.

Złoty len - stosuję go jako "zdrowy" zagęstnik.

Ksylitol - sprawdźcie czy Wasz ksylitol to oryginalny fiński cukier brzozowy. Podobno na rynku jest ksylitol chiński, wytwarzany z kukurydzy, który jest podróbką i nie ma właściwości prawdziwego ksylitolu brzozowego.






Kokosowe pralinki

 przepis na ok. 15-18 kuleczek


150g wiórków kokosowych + ok. 50g do obtoczenia pralinek
200 ml mleka kokosowego bio* lub domowej roboty
2 kopiaste łyżki twardego oleju kokosowego extra virgin
1/2 łyżeczki agaru lub żelatyny
1 łyżka mielonego złotego lub naturalnego kleiku ryżowego dla dzieci (bez smakowego)
4 łyżki fińskiego ksylitolu
ok. 15 migdałów, najlepiej blanszowanych

* bez żadnych okropnych dodatków

Odlewamy 50ml mleka kokosowego do garnuszka, wsypujemy agar i dokładnie mieszamy. Podgrzewamy ostrożnie prawie do wrzenia, zdejmujemy z ognia (w przypadku użycia żelatyny namaczamy ją najpierw w zimnym mleku przez ok 10 minut, podgrzewamy i postepujemy dalej jak z agarem).

Resztę mleka kokosowego przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy miksturę z agarem, wiórki kokosowe, len i ksylitol, blendujemy dokładnie na gładką masę. Dodajemy olej kokosowy i jeszcze raz mieszamy. Wstawiamy do lodówki na 15 minut, aż masa napęcznieje i stężeje.
Na talerzyku wysypujemy wiórki. Nabieramy porcje masy kokosowej wielkości 1 łyżeczki i formujemy kulki wkładając w środek migdał, obtaczamy w wiórkach. Odstawiamy kulki na 20-30 minut do lodówki.






6 grudnia 2017

Babka Mateczki










































Wracam dziś do przepisu na moje pierwsze samodzielnie upieczone ciasto, którego uczyłam się od Mamy, kiedy jeszcze byłam tak mała, że musiałam stawać na taborecie, aby pracować przy kuchennym blacie. Ciasto, które Mama piekła na każde święta (na Boże Narodzenie dodatkowo w formie baranka), a także na sobotnie popołudnia, kiedy wpadali do nas niezapowiedziani goście. Moze część z Was pamięta, że 2 lata temu zamieszczałam go tutaj na blogu. To prawda, ale przy przenosinach bloga jakiś czas temu kilkanaście wpisów przepadło, między innymi ten dla mnie najbliższy, najważniejszy, jak się okazuje, bezcenny.

Kiedy myślę o Babce Mateczki słyszę głośne warczenie białego miksera marki zelmer, czuję zapach masła rozpuszczonego w rondelku (czasami po cichu liczyłam na to, że się przypali, bo uwielbiałam zapach spalonego masła), czuję smak jajek ubitych z cukrem, które podjadałam palcem z miski. Widzę dłonie mojej Mamy, smukłe, o ładnych, zadbanych paznokciach w naturalnym kolorze, widzę jak smaruje tłuszczem foremkę na babkę (tę samą od lat, nadal w niej pieczemy), wysypuje ją tartą bułką, a potem wlewa ciasto, które układa się w blaszce aksamitnymi wstęgami. Przy kolejnych wspólnych wypiekach dostawałam zadania: począwszy od smarowania masłem blaszki i wysypywania okruchami bułki, poprzez wybijanie jajek do miski, aż po czeladniczy stopień operatora miksera - pamiętam, że czułam się wtedy już bardzo dorosła. Później często sama już robiłam Babkę Mateczki, jedynie zapalenie gazu w piekarniku pozostawało w gestii Mamy. Kiedy nauczyłam się w końcu piec je bez pomocy Mamy wtedy razem z koleżanką próbowałyśmy stworzyć je samodzielnie u niej w kuchni, miksując ciasto w maszynce do lodów. Niesamowite jest to, że zawsze wychodziło.

W zeszłym tygodniu miałam niezwykłą okazję opowiedzieć w Teleexpresie Extra o mojej pasji do fotografii kulinarnej i przepisów z zeszytów mojej Mamy i Babci. Mimo, że skupiona byłam na tym aby wszystko dobrze wyszło, to kiedy wróciłam do domu poczułam ogromną nostalgię i tęsknotę. Moja Mama odeszła ponad miesiąc temu. Jestem w żałobie jeszcze, pomyślałam, ale wiem, że niezależnie od upływu czasu smak tego prostego ciasta już zawsze będzie tak na mnie działał, będzie pachniał domem, w którym Ona opiekowała się nami.

To będą pierwsze święta bez Niej, a każde najmniejsze wspomnienie staje się takie bezcenne i wyjątkowe. Czas Adwentu jakby cofał mnie wstecz, do dzieciństwa. Zrozumiałam, że wtedy nie chodziło tylko o to, żeby być obdarowanym, aby mieć więcej prezentów, albo wszystko czego się tylko zechce. Radość była w obdarowywaniu, układaniu po cichu tych skromnych prezentów przy łóżku, wkładaniu pomarańczy do torebek, w robieniu lampionów na roraty i szykowaniu domu na święta. Moja Mama uwielbiała obdarowywać. A ponad wszystko kochała być Mamą. Jestem tego pewna. Przypomniałam sobie dzisiaj jak jeszcze parę lat temu rozmawiałyśmy o zasadności tego, że Ona nadal kupuje nam prezenty na Mikołaja (swoim zięciom też):
"Ja: Mamo, nie zawracaj sobie głowy prezentami dla nas na Mikołaja, przecież już nie jesteśmy dziećmi.
Mama: Ulczik, jesteś dorosła ale nie przestałaś przecież być moim dzieckiem i będziesz nim zawsze."







 


Babka Mateczki

Składniki:

  • 4 duże jajka (lub 5 małych) 
  • 1 szklanka cukru
  • łyżeczka esencji waniliowej lub cukier waniliowy
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 250g masła
  • opcjonalnie: 1 cytryna 
  •  bułka tarta do wysypania formy 
Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.
Masło rozpuszczamy w garnuszku.
Mąki i proszek do pieczenia mieszamy w osobnej misce.
Cukier ubijamy z jajkami na dużych obrotach tak długo, aż powstanie puszysta, jasna masa, dodajemy esencję waniliową (lub cukier waniliowy).
Wsypujemy suche składniki do ubitych jajek, miksujemy szybko. Wlewamy rozpuszczone masło (może być ciepłe) i jeszcze raz mieszamy, ewentualnie dodajemy sok i skórkę z cytryny.
Przelewamy do formy, pieczemy 45-50 minut do tzw. suchego patyczka.
Po upieczeniu wyjmujemy delikatnie z formy i studzimy na kratce.
Tę babkę można przechowywać w suchym miejscu nawet do dwóch tygodni.










1 grudnia 2017

Pomarańczowe muffiny z żurawiną



Dla mnie zima jest wtedy, gdy spadnie ten pierwszy śnieg i wbije w zadziwienie tych, co kładli się spać w szarym mieście, a wstają pośród domów i drzew obsypanych śniegowym pudrem. Właśnie pada, od kilku dni biel próbuje zawładnąć krajobrazem.

Zima jest też wtedy, kiedy pomarańcze ze sponiewieranych daleką podróżą wiórowatych i gąbczastych piłek zamieniają się w słodkie kule, ciężkie od nadmiaru soku.

Już są, leżą w skrzynkach, na targowiskach; biały, zimny śnieg pada na ich jaskrawopomarańczowe, miłe w dotyku skórki, aż dziw bierze skąd one się tutaj wzięły, małe słońca w środku burej, miejskiej zimy. Przypominają mi święta, dziecięce marzenia, bo kiedy dostawałyśmy z moją siostrą prezenty mikołajkowe, moja Mama zawsze układała je pośród pomarańczy. Kiedy dom jeszcze spał my odpakowywałyśmy lalki, książeczki, nowe kredki i ubranka. Siedząc w łóżkach oglądałyśmy prezenty i obierałyśmy soczyste pomarańcze, ręce wycierając w piżamy.

Zimowe kontrasty niosą w sobie ukojenie. Gorąca herbata najlepiej smakuje w chłodne dni, rozgrzewające korzenne potrawy wtedy, gdy pożywienie staje się jałowe i skromne, a pomarańcze najlepiej smakują zimą. Dzisiaj więc zapraszam Was na pomarańczowe muffiny z żurawiną i kardamonem. 



Pomarańczowe muffiny z żurawiną i kardamonem

Składniki na 12 porcji
  • 2 pomarańcze
  • 2 duże garści świeżej lub mrożonej żurawiny
  • 1 jajko
  • 100gram masła
  • szczypta soli
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki zmielonych nasion kardamonu
  • 1 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru (ja użyłam ksylitolu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

Piekarnik nagrzać do 200st. 
Jedną pomarańczę obrać ze skórki i ostrym nożem powykrawać cząstki pozbawione błon, ew. sok przelać do miski. Drugą pomarańczę wycisnąć. Zblendować cząstki owocu i sok na gładko. Dodać rozpuszczone masło, wymieszać, a następnie dodać jajko, wszystko zmiksować. 
Suche składniki wymieszać w osobnej misce, a następnie szybko połączyć z mokrymi. Dorzucić żurawinę i lekko przemieszać łyżką. Napełnić foremki na muffiny i piec 20 minut.