8 października 2019

Pudding jaglano-cytrynowy z pieczonymi śliwkami




W tym tygodniu, na moim profilu instagramowym w ramach wyzwania #projektsezon gotujemy i pieczemy oraz fotografujemy ze śliwkami w roli głównej, tak więc dziś zapraszam Was na pudding jaglano-cytrynowy z dodatkiem śliwek właśnie.
Jaglane puddingi według mnie najlepiej wychodzą w wersji cytrynowej - cytryna niweluje posmak jaglanki, który dla wielu może być nieprzyjemny. Dodatek czegoś słodzącego w takiej wersji jest więc nieunikniony - ja użyłam miodu, ale z powodzeniem można użyć ksylitolu, erytrolu czy innych zamienników. W ostateczności, czy z braku laku zawsze pozostaje cukier ;)

Do pieczonych śliwek natomiast nie ma potrzeby sypać ani lać żadnego słodzidła, ponieważ uwierzcie mi - pieczenie tych owoców wydobywa z nich naturalną słodycz, co więcej, kombinacja przypraw, zwłaszcza obecność cynamonu "osładza" je.

Zanim sezon śliwkowy przeminie - spróbujcie poszaleć z tymi owocami.




Pudding jaglano-cytrynowy z pieczonymi śliwkami

 

Składniki:
  • 100 gram kaszy jaglanej
  • szczypta soli 
  • puszka (400ml) mleka kokosowego
  • szklanka wody
  • cytryna niewoskowana
  • 1-2 łyżki miodu
     
  • 300-400g śliwek węgierek
  • 2 łyżki masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
  • szczypta mielonej gałki muszkatołowej
  • 2 obroty młynka lub duża szczypta świeżo mielonego czarnego pieprzu

Kaszę jaglaną zalać wodą i mlekiem kokosowym, posolić, zagotować w garnku z podwójnym dnem, od razu po zagotowaniu zmniejszyć ogień do minimum. Na wierzch kaszy położyć kawałek pergaminu, tak aby się przykleił do powierzchni. Gotować 30 minut, pod koniec koniecznie sprawdzać czy się nie przypala, ew. zdjąć pergamin i przemieszać.
Po ugotowaniu schłodzić.

Piekarnik nagrzać do 180 st. C.
Śliwki wypestkować, włożyć do żaroodpornego naczynia wysmarowanego masłem, wrzucić resztę masła, przyprawy, piec przez 30 minut.

Do przestudzonego puddingu jaglanego dodać sok i skórkę z 1/2 cytryny oraz miód, dokładnie wymieszać.
Upieczone śliwki posypać skórką cytrynową z 1/2 cytryny.
Podawać razem z puddingiem.

27 kwietnia 2018

Wiosna na straganie i w kuchni

Przygotowałam dla Was listę moich ulubionych wiosennych roślin, które znajdziecie o tej porze na każdym straganie. Jeśli przyzwyczailiście się do kupowania warzyw w marketach czy dyskontach zachęcam Was do przerzucenia się na warzywniaki, osiedlowe blaszaki i stragany na targu. Tam jak na talerzu zobaczycie co jest warte uwagi o tej porze roku, a ja mam dla Was dziś także garść pomysłów "co z tego można zrobić".
Ostatnie tygodnie przednówka, w skrzynkach jabłka, coraz bardziej żółtawo-czerwone, coraz bardziej pomarszczone. Gruszki konferencje miękkie i słodkie, proszą się o to aby jeszcze chwilę nacieszyć się ich smakiem, a potem przerwa, aż do jesieni. Bulwy ziemniaków przykurzone, z grubą warstwą ziemi, w której przeleżały całą zimę. 
I pewnego dnia na jednym z moich ulubionych straganów, pośród tych bulw i przemijających jabłek pojawia się skromny stosik: 3 pęczki szpinaku, parę pęczków szczawiu i młodziutka botwinka o delikatnych listkach. Uwielbiam ten moment tak samo jak eksplozję zielonych pączków liści na gałęziach drzew.
Wczoraj kupowałam już szpinak okazały, tworzący niemal główki, jak sałata. Sprzedawany z drewnianej skrzynki wyłożonej gazetą, na kilogramy. Zjedliśmy przepyszną tartę na cieście kruchym z ciecierzycy z farszem ze szpinaku, listków pokrzywy, wędzonej ryby i oscypka. Dzisiaj jest botwinka. A więc wiosna na całego :)

Przygotowałam dla Was listę moich ulubionych wiosennych roślin, które znajdziecie o tej porze na każdym straganie. Jeśli przyzwyczailiście się do kupowania warzyw w marketach czy dyskontach zachęcam Was do przerzucenia się na warzywniaki, osiedlowe blaszaki i stragany na targu. Oczywiście nie twierdzę, że tam zawsze znajdziecie sezonowe warzywa prosto z pola, ale szansa aby dowiedzieć się skąd są, nawiązać kontakt ze sprzedawcą, czy zamówić coś specjalnego jest o wiele większa niż w markecie. Po drugie: transport i przechowywanie. Właściciele straganów sprowadzają mniej, wyrzucają mniej, mają osobisty interes w tym aby sprzedać świeże warzywa, zwłaszcza jeśli są stałymi najemcami straganu, a wy ich stałymi klientami. Przewożą towar zazwyczaj rano, w małych samochodach, które wyładowują od razu. Tam jak na talerzu zobaczycie co jest warte uwagi o tej porze roku, a ja mam dla Was przygotowaną na dziś listę z pomysłami "co z tego można zrobić".



Szpinak

Najbardziej lubię ten wczesny, z pola, sprzedawany na kilogramy ze skrzynki albo na pęczki. Nie sprawdzam certyfikatów eko, ale wystarczy porównać do ze szpinakiem baby sprzedawanym w dyskontach: ten paczkowany potrafi leżeć tydzień bez żadnego szwanku na wyglądzie, natomiast ten z targu trzeba zjeść od razu. Nie kupujcie go więc na zapas, chyba że macie zamiar go umyć, zblanszować i zamrozić.
Taki szpinak jest przeważnie przykurzony, ale mycie jest niezwykle proste - nalewam zimnej wody do dużej miski albo do czystego zlewu i wrzucam tam liście partiami, zostawiam na chwilę, aby kurz z listków odmókł, a piasek opadł na dno, a następnie myję, tak aby zanadto nie wzburzyć wody. Wrzucam do suszarki na sałatę i suszę (albo kładę na czystą, suchą ściereczkę).

Co można przygotować z takiego szpinaku?
  • surowy jako baza smoothies (najprostsze smoothie: garść szpinaku, jabłko, plasterek cytryny, kawałek imbiru)
  • surowe liście jako dodatek do kanapek i sałatek
  • duszony szpinak z czosnkiem jako dodatek do makaronu (wymieszać z odrobiną śmietany i z ugotowanym makaronem, posypać fetą albo startym parmezanem i szybki obiad gotowy)
  • duszone liście z gałką muszkatołową jako podstawa do zielonej szakszuki
  • duszony z czosnkiem z czosnkiem do naleśników i pierogów
  • wytrawną tartę ze szpinakowym farszem i np. serem pleśniowym
  • w formie zupy szpinakowej z jajkiem w koszulce albo na twardo


Szczaw

Kwaskowate listki, o orzeźwiającym smaku. Dla mnie symbol wiosny. Bardzo proste w myciu i przygotowaniu, zazwyczaj sprzedawane w pęczkach. Raczej nie do kupienia w marketach, więc staje się niezłym powodem, by wyruszyć na poszukiwanie straganów :)

Co można zrobić ze szczawiu?
  • zupę szczawiową (z jajkiem oczywiście)
  • potraktować jako dodatek do sałat i kanapek
  • przecier na zimę do zupy (wtedy zimą wystarczy odkręcić taki słoik, wlać do wywaru jarzynowego i podać ze śmietanką i jajkiem na twardo)
  • duszony szczaw jako dodatek do ryby (świetnie smakuje z łososiem)

Szparagi

Podchodzę do nich sceptycznie, choć je uwielbiam. Najlepiej kupić ze sprawdzonego źródła, mieć pewność, że pochodzą z pola. Na pewno w sezonie jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że będą nasączone chemią tak jak poza sezonem. Popularne w marketach i dyskontach w sezonie. Dlatego jak już je kupować i jeść, to tylko teraz. 
Bardziej bezproblemowe są te zielone - nie trzeba ich obierać, natomiast białe obieramy do wysokości główki. Zdrewniałe łodygi odłamujemy (nie odcinamy) wyginając dolną końcówkę szparaga tak, aby wyczuć, w którym momencie jest łamliwy i strzeli. 

Co można zrobić ze szparagów?
  • ugotowane podać z sosem holenderskim, jako przystawkę
  • podać owinięte w cieniutkie plasterki boczku i upieczone w piekarniku, jako przekąskę
  • zupę krem ze szparagów (przepis znajdziecie tutaj)
  • jajecznicę ze szparagami
  • ugotować na parze i pokroić na plasterki jako dodatek do sałatek (np. w takiej formie)


Botwinka

Kiedyś jej nie cierpiałam, teraz uwielbiam. Moje wiosenne must have i stały lokator warzywnej szuflady w lodówce, choć oczywiście najlepiej jej tam nie wkładać tylko zjeść od razu. Do sałatek polecam małe pęczki z malutkimi buraczkami.  
Co zrobić z botwinki?
  • klasyczny chłodnik
  • zupa botwinka ze śmietanką i jakiem
  • młode listki jako dodatek do sałat i kanapek
  • farsz z liści botwinki jako wypełniać do tarty, z dodatkiem koziego sera
  • smoothie

Rabarbar

Kiedy jabłka już się kończą, a do truskawek jeszcze trochę brakuje pojawia się rabarbar - łodyga, która zaspokaja głód na owocowe smaki. Dla mnie sentyment z dzieciństwa: uwielbiałam go jeść na surowo, maczając w cukrze. Artefaktem nie do zdobycia jest ten rubinowy: o łodygach różowych w przekroju, który po przetworzeniu zachowuje czerwono-różowy odcień (ktoś wie, gdzie można dostać go na Śląsku?)
Co można zrobić z rabarbaru?
  • crumble z imbirem
  • ciasta: ucierane, kruche, tarta
  • sorbet rabarbarowy
  • rabarbar jako dodatek do mięs, świetnie komponuje się z wieprzowiną
  • rabarbar w przetworach: powidła z rabarbaru i imbiru, przecier rabarbarowy do ciasta na zimę
  • galaretka rabarbarowa na wierzchu klasycznej panna coty. 

Szczypior, zielona pietruszka, koperek

Wszystkie natki można zasuszyć na zapas, zamrozić, ale najlepiej najeść się ich teraz w sezonie, póki są dostępne :) Kiedy natka pietruszki już pachnie, oznacza to że wiosna jest już na całego. Unikajcie pietruszki w celofanie, zawiniętej jak bukiet z kwiaciarni - zapewniam, smakuje jak dodatek florystyczny. Najlepsza jest ta z własnego/znajomego ogrodu lub ze straganu - pachnąca i delikatna. 
Do czego przyda się zielenina? Polecam zwłaszcza:

  • twarożki wiosenne na kanapki, z rzodkiewką, dymką, z koperkiem i ze szczypiorkiem
  • pastę jajeczna+ szczypior
  • jajecznicę ze szczypiorem - absolutny wiosenny "mus"
  • ziemniaki z koperkiem
  • zupę koperkową
  • smoothie z zielonej pietruszki i jabłka oraz plasterka cytryny
  • dodatek do wszelakich wiosennych zup, bez ograniczeń

Pokrzywa 

Zielenina do zebrania samemu, nic, tylko wybrać się teraz na pokrzywobranie :) Nie ma cenniejszej wiosennej zieleniny niż właśnie pokrzywa. To jest nasze polskie "superfoods", bogate w witaminy i substancje odżywcze. Teraz mamy najlepszy czas na zbieranie młodych listków, z których można zrobić następujące rzeczy:
  • ususzyć do naparów 
  • udusić ze szpinakiem i zrobić z niej tartę
  • pierogi, z farszem z dodatkiem kaszy gryczanej i czosnku
  • dodać do smoothies albo wytłoczyć sok

Na koniec: czego unikać wczesną wiosną,  z czym się nie spieszyć?

  • nowalijek - kwiecień i maj to czas kiedy rośliny dopiero zaczynają wzrastać, więc to co możemy dostać na straganie to młode listki, takie jak wyżej wymienione, natomiast rzodkiewki, ogórki, młoda kapusta - to wszystko potrzebuje czasu aby urosnąć (jeśli oczywiście chcemy dostać prawdziwie sezonowe zbiory), więc jeśli pojawia się w sklepach to na bank pochodzi z eksportu lub z uprawy bogatej w nawozy.
  • młodych ziemniaków - pierwsze młode ziemniaki z polskich pól pojawiają się najwcześniej na początku czerwca! Te które można teraz kupić za miliony monet to ziemniaki sprowadzane z Cypru albo Egiptu - jadą tysiące kilometrów, niczym owoce egzotyczne.
  • truskawek - Polskie truskawki z pola pojawiają się zazwyczaj w drugim tygodniu maja, być może w tym roku z racji tego, że kwiecień był pogodny, będą trochę wcześniej. Ale na pewno nie w kwietniu!
  • pomidorów - osobiście jestem fanką pomidorów i od dwóch lat unikam jedzenia ich poza sezonem (za wyjątkiem truskawkowych albo cherry od czasu do czasu), natomiast sezon na nie zaczyna się najwcześniej w lipcu.
  • fasolki szparagowej i młodej kapusty - to warzywa typowo letnie, pojawią się dopiero w wakacje!

Mam nadzieję, że ten przewodnik po wiosennych straganach okaże się dla Was przydatny. Będę wdzięczna za jeśli dacie mi o tym znać :)

Który z tych wiosennych hitów lubicie najbardziej? W jakiej formie? A może macie jakieś inne pomysły na potrawy z sezonowych warzyw,  o których wspominałam? Podzielcie się komentarzu :)

U.

28 lutego 2018

Wegetariański burger z kalafiora



Ten post dedykuję tym, którzy mimo prób i chęci, nie dali się przekonać, że wegeburger może być pyszny :) Ja sama nie raz nacięłam się na te rozpadające się, mączne pseudo-kotlety, a hitem było dla mnie menu w pewnym bistro, gdzie vegeburger był po prostu podgrzaną bułką z sałatą, pomidorem, cebulą i sosem. Przypominał mi raczkujące pod koniec ubiegłego wieku budki z fastfoodem, gdzie te z większą fantazją i polotem miały w menu wegeburgera, właśnie takiego smutnego, za karę dla tych co wydziwiają z modą na wege. Na szczęście czasy się zmieniły.

Dzisiaj po raz drugi testowaliśmy ten przepis, wśród testerów było dwóch prawdziwych mięsożerców i oboje stwierdzili, że te kalafiorowe steki są pyszne! Jeden zero dla mnie :-) Spróbujcie więc koniecznie!




Wegetariański burger z kalafiora

przepis na 5 burgerów
  • 1 kalafior
panierka:
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżka papryki słodkiej
  • 1 łyżka suszonej cebuli
  • 1 łyżka suszonego czosnku
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego pół na pół z wodą
  • 1 szklanka bułki tartej typu panko
sos majonezowy:
  • 4 łyżki majonezu
  • 1 łyżeczka koperku
  • 1 łyżeczka szczypiorku
  • 1 łyżeczka suszonego czosnku
  • 1 łyżeczka suszonej cebuli
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • sól i pieprz

sos barbecue:
  • sos barbecue lub sos salsa (ok. 1/2 szklanki)
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła
  • sałata lodowa
  • ogórki konserwowe
  • cebula czerwona
  • 4 bułki do burgerów

Piekarnik nagrzewam do 220 stopni C.
Kalafiora kroję na pół, następnie na 1,5 cm plastry starając się zachować jak najwięcej kawałków. Drobne różyczki, które odpadną odkładam (dodaję je potem do zupy albo robię kuskus z kalafiora).
Bułkę tartą panko wysypuję na talerz, pozostałe składniki panierki mieszam, aż powstanie ciasto naleśnikowe. Maczam kawałki kalafiora w cieście, a następnie obtaczam w panko. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładam do piekarnika na 25 minut, w połowie czasu pieczenia obracam kalafiorowe burgery na drugą stronę.

W międzyczasie przygotowuję sos majonezowy: wszystkie składniki mieszam dokładnie. W osobnej miseczce mieszam sos barbecue lub salsę z rozpuszczonym masłem.

Upieczony kalafior wyjmuję z piekarnika. Na chwilę wkładam pod grill przekrojone bułki, przecięciem do góry, aby lekko się przyrumieniły.
Kalafiora obtaczam w sosie barbecue. Podgrzane spody od bułek smaruję sosem majonezowym, układam na nich steki z kalafiora, cebulę, korniszony, sałatę lodową. Wierzchy bułek smaruję także sosem majonezowym i nakrywam, spinając burgery patyczkami.

 








24 lutego 2018

Naleśniki jaglane







Zapasy mrożonych owoców topnieją na naszych owsiankach, pankejkach i omletach. Mój organizm sam z siebie domaga się ciepłych śniadań, a dzieciaki mogłyby jeść naleśniki na okrągło. Jako, że w połowie stycznia zmagaliśmy się z, zdawać by się mogło, niekończącym się przeziębieniem pszenny gluten w naleśnikach zamieniłam profilaktycznie na mąkę jaglaną, a moje dzieci bez zmrużenia okiem przeszły tę metamorfozę ich ulubionego dania - bardziej podejrzliwe były przy naleśnikach z mąki pełnoziarnistej, bo były ciemniejsze, a tutaj, proszę, jest pełna akceptacja. Albo nieświadomość, że to naleśniki bezglutenowe.

Do tych naleśników zalecam nieskazitelny teflon. Zresztą teflon powinien być nieskazitelny, jedna skaza i patelnia nie nadaje się do użytku, wiecie o tym? Ponadto ciasto za każdym razem przed wylaniem na patelnię mieszamy w misce łyżką - mąka jaglana szybko opada na dno. Ciasto będzie wydawało się rzadkie - ale to jest ok, woda odparuje i będziecie mogli delikatnie odwrócić gotowe placki. Uważajcie też na temperaturę patelni: to ciasto jest bardziej problematyczne niż pszenne więc trzeba z nim obchodzić się ostrożniej - ja smażę na średnio-wysokim stopniu na kuchni ceramicznej.



Naleśniki jaglane (bezglutenowe)

z tej porcji wyjdzie ok 5-6 naleśników

  • 3/4 szklanki mąki jaglanej
  • 3/4 szklanki wody
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • olej rzepakowy do smażenia

Jajka, mąkę i wodę miksujemy. Rozgrzewamy patelnię, smarujemy ją pędzlem namoczonym w oleju rzepakowym. Wylewamy niepełną nalewkę ciasta - ciasto może wydawać się bardziej wodniste niż tradycyjne ciasto na mące pszennej, to naturalne. Smażymy na średnim ogniu, aż woda odparuje i będzie się dało delikatnie podważyć naleśnik i obrócić. Przed nalaniem kolejnej porcji ciasto trzeba przemieszać, ponieważ mąka jaglana opada na dno. O tej porze roku kiedy w tradycyjnych spiżarniach królują jabłka, a nasze organizmy potrzebują rozgrzewających potraw, do tych naleśników polecam prażone jabłka z żurawiną i cynamonem.






Prażone jabłka z żurawiną

  • 3 jabłka obrane i pokrojone w kostkę
  • łyżeczka klarowanego masła
  • cynamon
  • łyżeczka soku z cytryny
  • garść mrożonej żurawiny (ew. suszonej, niesiarkowanej i niesłodzonej - wiecie, że sprzedawana w większości sklepów żurawina suszona jest zazwyczaj potwornie nasycona cukrem?)
  • ew. syrop klonowy lub miód
  • dodatki: pestki dyni, prażone migdały, suszone płatki róży

Masło rozpuszczam w rondelku, wrzucam cynamon i podgrzewam chwilę, wrzucam pokrojone jabłka, smażę, aż się przyrumienią. Dodaję żurawinę, sok z cytryny i przykrywam, duszę 6-8 minut, aż jabłka będą miękkie (w zależności od gatunku). Wyłączam gaz. Podaję z naleśnikami, polane odrobiną miodu lub syropu daktylowego. Cudownym dodatkiem do tego dania, zarówno wizualnie jak i smakowo są suszone płatki róż. 




25 stycznia 2018

Kokosowe pralinki







Mam takie poczucie, że walka o zdrowe nawyki w dzisiejszych czasach to niezły wyczyn. Jeszcze o ile sama jestem w stanie w miarę się pilnować, to w przypadku dzieci ta walka zdaje się być momentami nierówna.

Manipulacja: media, sklepy i...rodzina


Na szczęście nie posiadamy w domu telewizora więc w tej kwestii jest łatwiej - agresywne bloki reklamowe nas omijają. Youtuba nie włączam dzieciom, ewentualnie bajki na Netfliksie, za to wejście do sklepu z dziećmi - to jest droga przez mękę. Na każdym kroku kolorowe opakowania, czekoladki, batoniki... Nie lubię sklepów, które przy kasach mają półki z czekoladą, na wysokości kolan dorosłego człowieka. Żabko, Lidlu - dlaczego to robicie..Jakie są granice manipulacji? To naprawdę celowe żerowanie na małych  brzuszkach, które od małego próbuje się uzależnić od cukru.

Niestety, czasami równie trudne boje toczą się z ukochanymi dziadkami, ze znajomymi. Rozumiem naszych rodziców: żyli w czasach kiedy słodycze były luksusem, czymś wyczekiwanym, a ich substytutami były na przykład karmelki, które robiło się z cukru rozpuszczonego w rondelku. Szelest cukierkowych papierków to był cudowny i bardzo pożądany dźwięk dobrobytu. Poza tym każdy wtedy wiedział, że "cukier krzepi".

Czasy jednak się zmieniły i teraz słodycze nie są już dobrem luksusowym, a doniesienia naukowe nie pozostawiają złudzeń: cukier nas wykańcza, rozregulowuje, niszczy nasze delikatne tkanki, wpływa na nasze samopoczucie. Słodycze są powszechne i dostępne, co gorsza, cukier wgryzł się w produkty spożywcze codziennego zastosowania takie jak płatki, pieczywo, soki, kaszki dla dzieci. Moja córka zapytała mnie kiedyś dlaczego nie jemy Nutelli na śniadanie, w reklamie mówią że to porcja mleka, magnezu i orzechów, a reklama przecież nie kłamie.

Zamienniki - czy to ma sens?


Najlepszą opcją dla zdrowia jest zero słodyczy. Są świeże i suszone owoce, czasem kawałek gorzkiej czekolady, przyprawy i dodatki mające naturalną słodycz w sobie, takie jak cynamon czy olej kokosowy. Szukanie zamienników cukru to trochę walka z wiatrakami, bo w końcu nadal chodzi o...słodycz, a to słodycz właśnie nas tak omamia. Na dłuższą metę i w znaczeniu behawioralnym nie jest istotne czy to cukier, czy miód, czy syrop daktylowy, ryżowy czy inne cuda wianki - słodkość uzależnia.

Słodki podwieczorek

Mam kilka stałych opcji, które wyciągam jak asa z rękawa w chwilach bezcukrowej rozpaczy :) Jeśli jestem z dziećmi poza domem kupuję im suche wafle - oblaty, ostatnio znalazłam wersję z kakao i wzbudziła ogromny entuzjazm. Kiedy jesteśmy w domu robimy czasami pralinki z bakalii, płatków: możliwości jest wiele.

Mam dla Was dzisiaj przepis na kokosowe pralinki. Jeden za pierwszym razem nie wzbudziły zainteresowania w ogóle. Za drugim też. Teraz dzieci są w stanie poczęstować się kulką i mam wrażenie, że temat "mamo, co na słodaka dzisiaj?" mamy wyczerpany na kilka godzin :) Plus jest taki, że na hasło kokosowe kuleczki potrafią się już PRAWIE podobnie ucieszyć jak na hasło: czekolada ;)

Trudne słowa


Mleko kokosowe - zachęcam by zrobić je samemu. Wystarczy zalać paczkę wiórków 2,5 szklankami wody filtrowanej i pozwolić im napęcznieć. Potem blendujemy wszystko w stojącym blenderze nawet 10 minut, a następnie odcedzamy mleko na sicie przez płótno. Wychodzi jakieś 1/2 mleka kokosowego (wiórki można wysuszyć i użyć do ciast. Próbowałam użyć ich do zrobienia tych kulek, ale pralinki wyszły mniej kokosowe więc lepiej użyć świeżych wiórków).
Natomiast jeśli kupujecie mleko kokosowe - czytajcie skład, do mleka kokosowego trafia czasem niezła mikstura chemii..

Agar czy żelatyna - agar o tyle fajniejszy, że jest w 100% roślinny i nie wymaga lodówki, aby stężeć.

Złoty len - stosuję go jako "zdrowy" zagęstnik.

Ksylitol - sprawdźcie czy Wasz ksylitol to oryginalny fiński cukier brzozowy. Podobno na rynku jest ksylitol chiński, wytwarzany z kukurydzy, który jest podróbką i nie ma właściwości prawdziwego ksylitolu brzozowego.






Kokosowe pralinki

 przepis na ok. 15-18 kuleczek


150g wiórków kokosowych + ok. 50g do obtoczenia pralinek
200 ml mleka kokosowego bio* lub domowej roboty
2 kopiaste łyżki twardego oleju kokosowego extra virgin
1/2 łyżeczki agaru lub żelatyny
1 łyżka mielonego złotego lub naturalnego kleiku ryżowego dla dzieci (bez smakowego)
4 łyżki fińskiego ksylitolu
ok. 15 migdałów, najlepiej blanszowanych

* bez żadnych okropnych dodatków

Odlewamy 50ml mleka kokosowego do garnuszka, wsypujemy agar i dokładnie mieszamy. Podgrzewamy ostrożnie prawie do wrzenia, zdejmujemy z ognia (w przypadku użycia żelatyny namaczamy ją najpierw w zimnym mleku przez ok 10 minut, podgrzewamy i postepujemy dalej jak z agarem).

Resztę mleka kokosowego przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy miksturę z agarem, wiórki kokosowe, len i ksylitol, blendujemy dokładnie na gładką masę. Dodajemy olej kokosowy i jeszcze raz mieszamy. Wstawiamy do lodówki na 15 minut, aż masa napęcznieje i stężeje.
Na talerzyku wysypujemy wiórki. Nabieramy porcje masy kokosowej wielkości 1 łyżeczki i formujemy kulki wkładając w środek migdał, obtaczamy w wiórkach. Odstawiamy kulki na 20-30 minut do lodówki.






3 stycznia 2018

Kokosowo-orzechowa granola bez cukru






Mam parę postanowień noworocznych, między innymi takie, które będą miały wpływ na moje zdrowie. Jednym z nich jest to, by uporać się z pociążowym nadbagażem, bo po dwóch ciążach w przeciągu 3 lat zdecydowanie mój układ kostno-szkieletowy błaga o ulżenie mu z nadmiaru ;) Tak więc zaczynam ten rok m.in. z krytycznym spojrzeniem na cukier - mogłabym to nazwać Krytyczne Spojrzenie na Cukier vol.28, bo nie pierwszy raz w życiu dochodzę do wniosku, że ta biała trucizna znowu rozpanoszyła się mimochodem w moim codziennym menu.

Z tej okazji chciałabym rozpocząć nowy rok na blogu przepisem na moją ulubioną granolę bez cukru. Kokos i cynamon dodają jej naturalnej słodyczy, jeśli jednak z jakiegoś powodu chcecie ją bardziej osłodzić to użyjcie miodu albo jakiegoś syropu (daktylowego, ryżowego) byle nie glukozowo-cukrowego :DDD Jest pyszna, sycąca i z racji tego że bardzo esencjonalna - 2-3 łyżki zdecydowanie wystarczą do porannego jogurtu - jest także kaloryczna, dlatego dobrze ją trzymać w solidnie zamykanym słoiku ;)


Kokosowo-orzechowa granola bez cukru

 

  • 3 szklanki płatków kokosowych (nie wiórków) 
  • 2 szklanki płatków owsianych górskich
  • 2 szklanki orzechów i nasion (pestki dyni, orzechy laskowe, pekan, włoskie, nerkowce)
  • 2 łyżki nasion chia
  • 4 łyżki oleju kokosowego extra virgin
  • opcjonalnie 1-2 łyżki płynnego słodzidła (syrop daktylowy, ryżowy, miód)

oraz: piekarnik, duża blacha, papier do pieczenia, miska, drewniana łyżka, duży słoik

  1. Piekarnik nagrzewamy do 140 st. C góra-dół bez termoobiegu. Płatki, nasiona, orzechy i chia mieszamy w misce, dodajemy płynny olej kokosowy i delikatnie wcieramy w mieszaninę tak aby za bardzo nie rozkruszyć płatków kokosowych.
  2. Rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w miarę możliwości jak najcieńszą warstwę. Ew. polewamy równomiernie cieniutką strużką płynnego miody/syropu.
  3. Pieczemy 15 minut, po tym czasie mieszamy delikatnie drewnianą łopatką i pieczemy jeszcze 10 minut lub do czasu aż płatki kokosowe będą lekko zrumienione.
  4. Przekładamy do szczelnie zamykanego słoika.
  5. Osoby na diecie uprzedzam, ze ta granola mimo tego, że zdrowa i niskowęglowodanowa to jest bardzo kaloryczna ze względu na tłuszcz z orzechów i nasion więc polecam dodać jej 2-3 łyżki do jogurtu i uzupełnić owocami sezonowymi (u mnie kawałek jabłka i żurawina mrożona).
  6.  







25 sierpnia 2017

Miska pełna zdrowia - smoothie bowl





Smoothie bowls - miseczki z witaminowym koktajlem - to ciekawy wynalazek, który stał się kulinarnym trendem w 2015 roku - tak oto butelki i słoiki z koktajlem zastąpiły smoothie w postaci... owocowej zupy. Zupy owocowe to był koszmar mego dzieciństwa. Najgorszą jego odsłoną była zupa ze śliwek z tłuczonymi ziemniakami, którą robiła moja prababcia. Dużo lepiej znosiłam zupę wiśniową z makaronem (myślę, że za rok odważę się ją zrobić).
Smoothie bowl jest dla mnie lepszą wersją tamtych zup: koktajl owocowo-liściasty podany w takiej formie, aby można było także nacieszyć zmysł wzroku, o przyjemnej, aksamitnej teksturze.

Przypuszczam, że do rozpropagowania tych miskowych koktajli przyczynił się Instagram, gdzie blogerzy kulinarni i styliści mają większe pole do popisu fotografując te kolorowe, bogate miski i prześcigając się w pomysłach na stylizacje.

Naprawdę jest na co patrzeć: smoothie w takiej formie można ozdobić owocami, ziarnami, płatkami, masłami orzechowymi, jadalnymi kwiatami. Są i tacy co układają na wierzchu słodycze, ale to już dla mnie przerost formy nad treścią (przecież ma być w miarę zdrowo ;)

Przygotowywanie tych miseczek to także super zabawa dla dzieci. Nic prostszego: przygotujcie na stole parę miseczek, w których mogą znaleźć się:
- drobne owocami jagodowe (mogą być mrożone) w różnych kolorach, np. maliny, borówki, jagody, jeżyny, porzeczki, agrest, truskawki
- większe owoce pokrojone na cieniutkie plasterki np. jabłka, gruszki, kiwi, banany, mango,
- płatki np. zbożowe, kokosowe, granola,
- orzechy,
- nasiona dyni, słonecznika, chia, siemię lniane,
- niesiarkowane suszone owoce: rodzynki, kawałeczki moreli, śliwek,
- masła orzechowe, migdałowe,
- jadalne kwiaty albo ich płatki: róże, bratki, nagietki, nasturcje, lawenda
- oraz ewentualnie dosładzacz taki jak np. miód, syrop z agawy czy syrop klonowy.

Potem zmiksujcie większą ilość koktajlu i rozlejcie do misek. Tak przygotowane okrągłe "podobrazia" można rozdać małym artystom i pozwolić aby puścili wodze fantazji i stworzyli piękne i jadalne abstrakcje :)

Poniżej przedstawiam moje ulubione warianty smoothie. Najważniejsze uwagi: smoothie w postaci zupy jedzonej łyżką musi być dużo gęstsze niż to, które podaje się w szklance. W tym celu używamy mrożonych owoców (mrożony banan jest idealną bazą), jeśli macie mocny blender kielichowy to można dorzucić parę kostek lodu. Dzięki temu dodatki na powierzchni smoothie nie zatoną i efekt wizualny będzie naprawdę wyjątkowy.

Zielony smoothie

1 porcja (zdjęcie tytułowe)

• 1/2 zamrożonego banana (dzięki temu smoothie będzie zmrożone i gęste, utrzyma ciężar dodatków)
• 1/4 awokado
• 1/2 szklanki kefiru lub jogurtu naturalnego
• duża garść świeżego szpinaku
•  duża garść jarmużu obranego z grubszych łodyżek

Składniki wrzucamy do blendera i miksujemy, dosyć długo aby koktajl był gładki.


Żółty smoothie

1 porcja

• 1/2 zamrożonego banana (dzięki temu smoothie będzie zmrożone i gęste, utrzyma ciężar dodatków)
• 1/2 szklanki zamrożonego ananasa w kostkach
• 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
• 1/8 szklanki soku pomarańczowego

Składniki wrzucamy do blendera i miksujemy, dosyć długo aby koktajl był gładki.

 

Fioletowy smoothie

1 porcja

• 1 zamrożony banan (dzięki temu smoothie będzie zmrożone i gęste, utrzyma ciężar dodatków)
• duża garść mrożonych jagód i malin
• 1/2 szklanki mleka kokosowego

Składniki wrzucamy do blendera i miksujemy, dosyć długo aby koktajl był gładki.



 

Czerwony smoothie

1 porcja

• 1/2 zamrożonego banana (dzięki temu smoothie będzie zmrożone i gęste, utrzyma ciężar dodatków)
• pół szklanki mrożonych truskawek
• szklanka pokrojonego arbuza
• 1/2 szklanki mleka roślinnego
• odrobina soku z cytryny

Składniki wrzucamy do blendera i miksujemy, dosyć długo aby koktajl był gładki.

...................

Na koniec parę uroczych miseczek:







18 sierpnia 2017

3 sposoby na: placki owsiane

 


Są jak lembasy, elfickie bochenki chleba na przetrwanie. Uniwersalne, zdrowe i łatwe w przygotowaniu. W jednym placku owsianym można zmieścić wszystkie makroskładniki jakich potrzebujemy na śniadanie: węglowodany, białko, tłuszcz. Takie właśnie są: napakowane białkiem, dobrymi węglami, usmażone na odrobinie oleju, oliwy (można je także upiec). Można im sypnąć trochę superfoodowego ziarna takiego jak siemię, chia, doprawić cynamonem bądź wanilią.
Ważne żeby nie dodawać cukru, bo po co. Można je dosłodzić owocami położonymi na wierzchu, dojrzałym bananem, ewentualnie odrobiną miodu lub innego słodu.

Placki owsiane, bo o nich dzisiejszy post, jadłam codziennie kiedyś kiedy miałam siłę i czas trenować crossfity. Mają dużo białka, niektórzy sypią do nich jeszcze jakieś cudowne proszki ze sklepów dla pakerów, ale ja jestem za tym, aby trzymać się natury, na ile to możliwe. Kulturystką nie będę, ale teraz wracam do siebie, bo po trzeciej ciąży i z 40stką na karku nie służą mi już gofry na śniadanie, oj nie, a croissanty zostawiam naprawdę na wyjątkowe okazje :) Trzeba się z tym pogodzić i cieszyć się dobrym, zdrowym jedzeniem, tym bardziej, że placki owsiane mogą być czarujące z wyglądu.

Kiedy w ciąży miałam cukrzycę ciężarnych ratowały mnie przed rzuceniem się na chleb, którego zabroniła mi lekarka. Dla osób z zapotrzebowaniem na białko w diecie mogą być właśnie dobrym rozwiązaniem, które syci, w którym można przemycić len, czarnuszkę, chię, albo porcję medycznego białka.

Największa zaleta dla mnie to fakt, iż moje dzieci je lubią. Więc kiedy mają już dosyć owsianki dla odmiany robimy placki owsiane (albo smażymy je w gofrownicy aby były jeszcze bardziej atrakcyjne).


 

 

Placki owsiane - wersja neutralna

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
2 jajka
dowolne ziarna: chia (max. 1 łyżka), świeżo zmielone siemię
szczypta soli
olej kokosowy bądź masło klarowane

dodatki na słodko albo na słono wedle uznania


Płatki wkładam do wysokiego kubka i mielę blenderem ręcznym, dodaję jajka, ziarna, sól, miksuję.
Na patelni rozgrzewam olej, nakładam łyżką porcje placuszków i smażę z dwóch stron na złoto. Gdy naleje mi się za dużo oleju na patelnię odsączam na ręczniku. Podaję na słodko z jogurtem i owocami lub jem na słono z hummusem, pastami twarogowymi albo po prostu z serkiem i pomidorem, tak jak kanapkę.


Placki owsiane z bananem na słodko

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
2 jajka
1/2 dojrzałego banana
łyżka zmielonego siemienia
szczypta cynamonu
szczypta soli
opcjonalnie: dowolne ziarna
olej kokosowy bądź masło klarowane

do podania:
jogurt grecki
owoce sezonowe

Płatki wkładam do wysokiego kubka i mielę blenderem ręcznym, dodaję banana, jajka, cynamon, siemię, ziarna, sól, miksuję.
Na patelni rozgrzewam olej, nakładam łyżką porcje placuszków i smażę z dwóch stron na złoto. Gdy naleje mi się za dużo oleju na patelnię odsączam na ręczniku. Podaję z jogurtem i owocam.


Omlet owsiany:

porcja na 1 osobę: 

1/2 szklanki płatków owsianych
3 jajka
szczypta soli
olej kokosowy bądź masło klarowane

do podania:
coś słodkiego: 1/2 banana lub łyżeczka miodu/słodu ryżowego/syropu z agawy
owoce i ew. jogurt

Płatki owsiane miksuję blenderem ręcznym na drobną mąkę.
Oddzielam białka od żółtek, białka ubijam ze szczyptą soli na sztywno, dodaję po jednym żółtku i ubijam dalej. Dosypuję mąkę owsianą i mieszam szpatułką (nie miksuję). Rozgrzewam tłuszcz na patelni i wylewam masę, rozprowadzając równomiernie. Smażę omlet na bardzo małym ogniu aż będzie złoty, odwracam dwoma szpatułkami bądź przy pomocy talerza i smażę jeszcze chwilę z drugiej strony, aż będzie rumiany.
Przekładam na ciepły talerz i dekoruję owocami.